niedziela, 23 stycznia 2022

Poszły Herody

Miało być o czym innym, ale jak zwykle brak czasu. Zimę mamy szarą i czarną, wietrzną i na zmianę błotnistą lub pełną lodu na drogach.


Raz jeden trafiło się nieco słońca, akurat tego dnia, gdy pracowałam od 10 - czyli ani ranka, ani popołudnia, eh! A podobno gdzieś jest śnieg ? I nawet odśnieżać trzeba ? Marzenie!


Dla rozrywki wymyślam sobie różne śniadania, z tego co akurat pod ręką. Podobają się jajka ? Kto ma talent może je sobie bardzo artystycznie ułożyć w atrakcyjną kompozycję na talerzu, mnie starczyło weny na takie coś:)  Zainteresowanym mogę zdradzić, jak ugotować takie "kwiatki":)


Ostatnimi miesiącami ? latami ? tkwię w nałogu czytelnictwa. Oto niedawne zakupy, przedostatnie (bo ostatnie idą w paczce:)


Znalazłam też sobie nowego "konika". Hoduję sukulenty. Ponieważ, jak to się mówi, "ręki do kwiatków" nie mam, a zawsze jakieś sukulenty udawało mi się z liścia albo jakiegoś ogryzka zdechłego wyhodować, to się zawzięłam i od listopada zaadoptowałam oraz samodzielnie ukorzeniłam 23 sukulenty:) Na parapetach miejsca brak, ale (byle nie zapeszyć!) - rosną!





Te nitki to nie pajęczyna:) Akurat rozbierałam choinkę i spadły z niej nitki sztucznego śniegu.

Przy takiej ilości doniczki ceramiczne to ogromna inwestycja, więc większość sukulentów jest w ocynkowanych doniczkach z ikei za dwa złote. Niżej maluchy już w tych doniczkach docelowych (ukorzeniały się w takich maleńkich z plastiku).




Ten, jak urośnie, będzie piękny, na razie rosną listki z listków  urwane z pięknej macierzystej rośliny.

Rodzina powiadomiona, że na dzień kobiet, urodziny i dzień matki oczekuję sukulentów:) Nie wiem, gdzie je zmieszczę, ale nie szkodzi:)

W minionym tygodniu byłam na jasełkach i herodach, w głuszy Lasów Janowskich. Dojazd był dodatkową atrakcją:) Nigdy wcześniej nie byliśmy w tej wsi. Ponieważ to ponad 100 km, to wyjechaliśmy z zapasem czasowym, który straciliśmy na błąkanie się po lasach zgodnie ze wskazaniami nawigacji. Na miejscu pani powiedziała, że z nawigacją nikt jeszcze do nich nie trafił:) My trafiliśmy, ale emocji było co niemiara, w każdej chwili spodziewaliśmy się na leśnej drodze wilków lub żubrów (są tam i jedne, i drugie:) A potem okazało się, że można tam dojechać nową szutrową drogą zbudowaną w tym roku, której nie ma na mapach... wykorzystaliśmy ją na powrót:)







Całą imprezę skradł... diabeł:) Dzieci piszczały, gdy je straszył, kobitki robiły sobie z nim zdjęcia. Poza tym był orszak trzech króli z trzema wielbłądami, ryczący osiołek, na którym Maryja jechała na spis ludności, ogniska, cieplutkie proziaki i mnóstwo zabawy. Mistrzem drugiego planu został kot, który w momencie sceny Zwiastowania przybiegł sobie beztrosko z lasu i pobiegł środkiem do stajni. Tę doniosłą chwilę zakłócił chóralny głos kilkunastu dzieciaków: mam/tato popatrz, kot! :)

A wczoraj pojechałam kilkadziesiąt kilometrów tylko po to, żeby zobaczyć to malowidło na ścianie.



To malowidło, to nie byle co. Na Lubelszczyźnie jest ich tylko trzy, reszta na Podkarpaciu, kilka pojedynczych w innych regionach Polski. Autorem jest artysta, "polski Banksy" czyli pan Arkadiusz Andrejkow. Tworzy przeważnie na starych deskach (deskale), tu wyjątkowo obraz powstał na murze (mural). Na obrazie  namalowanym w ramach programu "Cichy Memoriał" jest rodzina obecnych gospodarzy i ich stare zabudowania, które stały w tym miejscu. 

Więcej tutaj: https://andrejkow.pl/street-art-cichy-memorial/
Album pana Andrejkowa oczywiście mam, ale tego murala w nim nie ma. Mam marzenie odnaleźć w terenie jak najwięcej deskali, zaczęłam od najbliższego, to mój pierwszy:) 

Niedziela uciekła mi w pracy. Koty przegryzły mi kabel od zasilacza do służbowego laptopa, od prywatnego nie pasuje, więc zamiast spokojnie dyżurować, musiałam się ewakuować do biura i tam nudząc się spędziłam niedzielę. Zysk z tego taki, że zadzwoniła koleżanka i umówiłyśmy się na koncert tenorów oraz na przedstawienie w teatrze. Tak więc tydzień będzie pod znakiem kultury.

Teraz wypadałoby się trochę wyspać, zatem dobranoc:)

piątek, 14 stycznia 2022

Bobrze sprawki

Pracowałam cały tydzień po południu, więc przeważnie przed godziną 24 nie kładłam się do łóżka. Jednak wczoraj nie mogłam zasnąć aż do 2, więc czytałam. I nie wiem, czy to przez tę książkę nadal nie mogłam spać (przejmujący "Głód" Martina Caparrosa - polecam bardzo) czy przez ten wiatr, ale zastała mnie godzina 4, a ja nadal nie spałam. Nie było co się męczyć - wstałam, wyciągnęłam pudło z ubraniami (przy sprzątaniu szafy stwierdziłam kiedyś, że niektóre ciuchy są fajne, ale chwilowo nie będę chodzić:), zrobiłam przegląd i odłożyłam kilka do sprzedaży na vinted. Nie chodzi o to, żeby zarobić, ale szkoda wyrzucić taką np. wizytową kieckę, co w niej byłam trzy razy,  a od pewnego czasu leży, bo za wąska w biodrach. Raczej już do niej nie schudnę:) Koło 6.00 znów sięgnęłam po książkę i tak zastała mnie pora karmienia mojego stadka i wyprowadzania psa na spacer. Nadal wieje. Przy takim porywistym wietrze z niepokojem spoglądam na ogromne świerki koło do mu, mam takie schizy, że któryś się złamie i walnie w dach:) Są stare, ale bardzo zdrowe, więc mimo ogromnej ich wysokości raczej mi to nie grozi, ale myśl niepokojąca kołacze się po głowie. Wiatr połamał gałęzie na drodze dojazdowej, ale żadnych większych szkód w najbliższej okolicy nie ma. Dzień szary i ponury, jak cały tydzień zresztą. Po pierwszym nieudanym tygodniu stycznia (trzy pogrzeby - 34-koleżanka zmarła na raka, a 37-letni mąż innej koleżanki po szczepionce na zapalenie mięśnia sercowego, zmarła też 40-letnia córka zaprzyjaźnionej sąsiadki. Wszyscy zostawili małe dzieci) potrzebowałam się otrząsnąć ze smutku i zmartwienia, szczególnie, że jednego dnia opanował mnie z powodu tych śmierci taki żal, tak mnie coś gniotło w piersi, że zastanawiałam się, czy nie spakować się na wszelki wypadek, jakby mnie co dopadło i musiałabym wzywać pogotowie:) Jednak ogarnęłam się, popukałam głupia w głowę, przeszłam się z psem po nocnym parku i od razu mi przeszło:) To stres dał o sobie znać. W drugim tygodniu ruszyłam się trochę z domu. Nie za daleko, bo nie lubię takiej szarej pogody i zimna. Z utęsknieniem czekam na słońce i wiosnę, jeszcze "tylko" dwa miesiące:)

Jak widać, niektórym mróz nie przeszkadza, nawet przy kąpieli w jeziorze:) brrr...!



Ja sobie tylko pochodziłam po zamarzniętej tafli, w grubej kurtce, czapce, szaliku i rękawiczkach:) Dla mnie to była wystarczająca atrakcja:)


Przeszliśmy szlakiem przez park narodowy, mijając po drodze wieże widokowe i bagna. Niestety, brak śniegu i słońca, które uprzyjemniłyby taką wędrówkę.




Zatrzymaliśmy się w miasteczku na obiad i przy okazji obejrzeliśmy utrwalone ruiny starego zamku. Przyjemnie było wrócić do domu już po ciemku i rozgrzać się imbirową herbatą z cynamonowym ciastem.

A niżej to już moje okolice, miejsca dostępne tylko zimą, gdy zamarznie ziemia, teren jest bagnisty i od wiosny do jesieni niedostępny.  Interesowały mnie miejsca, gdzie żyją  bobry. Niestety, nie udało się żadnego zobaczyć, a jedynie ślady ich działalności.












Bóbr to jednocześnie drwal, inspektor, architekt, kamieniarz i hydrotechnik. Poprzez budowanie tam, żeremi i kanałów bobry tworzą coś w rodzaju samoutrzymujących się „gospodarstw”, w których przyrost masy roślin w stanowisku równoważy masę usuwaną przez bobry. Pierwszym etapem w półrocznym grafiku prac bobrów na płytkich ciekach, o niewielkim spadku terenu i mało stromych brzegach, jest budowa lub odbudowa tamy. Dzięki takim budowlom wodnym zostaje spiętrzona woda, która pozwala na ukrycie podwodnych wejść do nor lub żeremi, swobodne pływanie, magazynowanie pokarmu na zimę, a w przypadku żerowania bobrów na lądzie i pojawienia się niebezpieczeństwa skraca drogę ucieczki. 







W 2019 roku latem widziałam niedaleko mojego domu dwa bobry bawiące się wieczorem w rzece, teraz zastanowiłam się, co one robią zimą i poszukałam w internecie informacji. Znalazłam przy okazji wiele ciekawostek, którymi się podzielę:)

Bobry są zwierzętami roślinożernymi. Jedzą głównie łyko drzew i krzewów liściastych i rośliny zielone. Na zimę gromadzą zapasy. Dawniej sądzono, że polują one na ryby, co jest nieprawdą. Karma zmagazynowana przez bobry tuż przed zimą trafia do spiżarni w postaci tratw zatapianych w wodzie tuż obok nory lub domku. Aby uniknąć wielkiej straty taka tratwa zostaje bardzo mocno przytwierdzona do brzegu i dna. Jeśli bobry żyją przy rwącej rzece, kopią nory, które stają się ich magazynem na zimę. Magazyny takie zajmują kilka metrów kwadratowych, a w górach, gdzie zimy są mroźne, osiągają wielkość nawet 25 m kw. Rekordowy magazyn bobrów miał aż siedemdziesiąt metrów kwadratowych. Jeśli w naturalnych warunkach bóbr nie ma możliwości, by wykopać norkę dla siebie i swojej rodziny, wtedy buduje żeremia, czyli domki z gałęzi, mułu i kłączy. Niemal codziennie bobry wprowadzają poprawki w konstrukcji i dopracowują szczegóły, a przed zimą wzmacniają konstrukcję, by przetrwać bez uszczerbku chłodny okres.

Bobry nie zapadają  w sen zimowy. Na styczeń i luty przypada u bobrów okres godowy. Dorosłe osobniki kopulują w wodzie. Stosunek trwa od 30 sekund do 3 minut. Ciąża trwa średnio 106 dni. Samica wydaje na świat młode zazwyczaj w maju lub czerwcu. W jednym miocie rodzi się zwykle 1-5 młodych.  Bobry są monogamistami i szanują wybranego partnera przez całe życie. 
Młodymi bobrami opiekują się oboje rodzice oraz starsze rodzeństwo. Dorosłe bobry po przyjściu na świat potomstwa stają się agresywne i odstraszają intruzów ostrzegawczymi sykami lub warczeniem i kłapaniem zębów, a w ostateczności przenoszą młode w bezpieczne miejsce. Nowo narodzone bobrzęta? boberki? mają zamknięte oczy, ciało ich pokryte jest gęstym futrem, a ich waga wynosi około 0,5 kg. W pierwszym miesiącu życia młode rosną bardzo szybko, żywią się wyłącznie mlekiem matki, które jest bogate w składnik odżywcze, ponieważ zawiera 15 procent tłuszczu i ponad 8 procent białka.

Szczególna aktywność bobrów przypada na czas między godziną 22 a 23. Bóbr wycisza się wraz z nadejściem poranka. Dzień spędza w swojej norze, gdzie śpi i wypoczywa. Z tego powodu nie miałam szansy zobaczyć bobra, w w nocy na bagnisko jednak nie zdecyduję się wybrać:) Czasem tam chodzą łosie, mógłby mnie jaki uszkodzić:) Widziałam ich zamarznięte w błotku ślady. 

Ciało bobra pokryte jest błyszczącym, miękkim i gęstym futrem. Wyróżnić można w nim krótkie włosy puchowe o długości ok. 2 cm i grubości 0,01 mm, oraz sztywne włosy okrywowe o długości do 7 cm, decydujące o barwie futra. Futro jest dość gęste – na jeden centymetr kwadratowy skóry przypada od  12 000 do 23 000 włosów. O właściwościach futra nie decyduje jednak tylko liczba włosów, ale również ich forma i ułożenie. Przy nurkowaniu zamykają one powietrze we włosach puchowych. Stanowi to doskonałą izolację oraz ma znaczenie hydrostatyczne, zwiększając siłę wyporu. Zmniejsza to znacznie wysiłek zwierzęcia przy pływaniu. Po wynurzeniu się z wody wystarczy, że bóbr otrząśnie się i puszystość futra jest szybko przywracana. 

Bobry bardzo dbają o swoje futro. Po wyjściu z wody wracają do swojej nory, gdzie długo i cierpliwie pozbywają się wody, masując kolejne partie ciała. Następnie dokładnie je natłuszczają wydzieliną z gruczołów okołoodbytniczych zwaną kastoreum lub piżmem. Tą wydzieliną po połączeniu z moczem znaczą też teren. W przemyśle, dzięki silnemu zapachowi piżma, używa się go do wzmocnienia zapachów mydeł i pudru. Setki lat temu wierzono, że ma właściwości lecznicze, ale żadne badania tego nie potwierdziły.

Natura wyposażyła małe oczy bobra w trzecią, przezroczystą powiekę. Pełni ona funkcje ochronne w trakcie nurkowania  W uszach i nosie posiadają specjalne zastawki, które chronią je przed zachłyśnięciem. Tak jak koty, bobry posiadają wibrysy, czyli włoski czuciowe. Dzięki nim mogą poruszać się nawet w bardzo brudnej wodzie, nie widząc niczego. Potrafią wytrzymać nawet kwadrans pod wodą i, podobnie jak w przypadku pingwinów, ich ogon służy za ster.

Bobry mają żółte lub czerwone zęby, co wcale nie świadczy o ich złej kondycji. Kolor ten sygnalizuje wysoką zawartość żelaza w szkliwie. W rodzinie gryzoni bobry mają największy mózg w stosunku do masy całego ciała, dlatego potrafią działać bardzo logicznie i systematycznie dostosowywać środowisko do własnych potrzeb. Na wolności żyją około 19 lat. W niewoli dożywają nawet 50 lat.

Bóbr jest gatunkiem chronionym, w Polsce podlega ochronie częściowej, przewidującej możliwość zmniejszenia liczebności populacji oraz pozyskiwania osobników.

W XVII wieku kościół katolicki wydał zezwolenie na spożywanie mięsa bobra w czasie Wielkiego Postu. Sądzono wówczas, że jest to zwierzę wodne i winno być traktowane jako pokrewne rybom.

W Bieszczadach zdarzało się, że bobry podbierały robotnikom leśnym wałki wierzby ułożone w stosy, a na Pojezierzu Brodnickim potrafiły zebrać plon buraka cukrowego z 25 arów powierzchni i zmagazynować to wszystko w norach:)


foto: Eryk, Rzuć i jedź


sobota, 1 stycznia 2022

Z Nowym Rokiem

Niech Wam się wiedzie wszystkim jak najlepiej w szczęściu i zdrowiu, niech się spełniają marzenia, a poziom optymizmu szybuje w górę. Przy tym, nie liczcie, że ktoś za Was to życzenie spełni, samemu się trzeba przyłożyć:)

Sylwestrowy wieczór zaliczony, spać poszłam po 2, ale moje zwierzaki litościwie nie budziły mnie z rana i kiedy o 10.20 wyszłam z sypialni, wszystkie cztery po cichutku leżały w przedpokoju. Ale jak już mnie zobaczyły, to był szał, jakby mnie od roku nomen omen nie widziały:) I jak to ja lubię, dzień świąteczny spędzam solo, w ciszy i spokoju. Dość mi wczorajszego towarzystwa:) Poranny bardzo długi spacer z psem dotlenił moje płuca, długie głaskanie kotów obniżyło mi ciśnienie po szatańskiej porannej kawie zaaplikowanej na obudzenie, poprawiło poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi, a co za tym idzie - zredukowało ryzyko chorób układu krwionośnego (u głaszczących koty ryzyko zawału spada o 3 procent - tak mówią badania:) Nie wiem, czy wiecie, że koty mogą pomóc w uśmierzaniu bólu, gdyż wyczuwają bolesne miejsca na ciele i układają się na nich. Na przykład taki Lucek chętnie się kładzie na mnie w miejscu, gdzie mam lekkie zwyrodnienie lędźwiowe. Ma to związek z tym, że sierść kota jest najonizowana ujemnie, a chore miejsca dodatnio. Kładąc się na bolących miejscach, kot neutralizuje  szkodliwe  jony. To się nazywa felinoterapia.

Koty pełnią również rolę pełnoprawnych terapeutów, jak psy, odwiedzając rozmaite placówki, a w nich potencjalnych pacjentów. W wielu państwach stworzono profesjonalne programy felinoterapii, wspomagające leczenie osób starszych, chorych psychicznie, dzieci autystycznych, a nawet resocjalizację więźniów. Bywa, że felinoterapia w przypadku dzieci autystycznych jest znacznie bardziej skuteczna niż dogoterapia. Bezpośredniość i hałaśliwość psa bywa dla tych dzieci zbyt silnym i w efekcie negatywnym doznaniem.

Na tej samej zasadzie koci terapeuta może mieć wpływ na leczenie dzieci z ADHD, upośledzonych umysłowo czy osób psychicznie chorych. Jego delikatność i nienarzucający się sposób bycia często bardziej odpowiadają osobom o tak wrażliwej i zaburzonej psychice. Felinoterapia tym między innymi różni się od dogoterapii, że kot nie wymaga tresury. Wykorzystuje się jego wrodzone zachowania i cechy charakteru.

Kot znakomicie sprawdza się także jako towarzysz życia człowieka starszego. Nie wymaga zbyt wielu zabiegów, motywuje do aktywności w postaci opieki nad zwierzakiem, osłabia poczucie osamotnienia. Oprócz  niezwykle istotnej więzi emocjonalnej, dostarcza też człowiekowi dobrodziejstw zdrowotnych. Na starość dotykają nas zaburzenia ukrwienia, co często łączy się z uczuciem zimna w dłoniach i stopach. Kot, którego naturalna temperatura wynosi ok. 38 stopni, działa podczas głaskania jak grzałka. Dodatkowo, ta czynność, tak na ogół przez koty lubiana, to dla dotkniętych reumatyzmem czy usztywnieniem stawów dłoni bardzo dobra gimnastyka.

Kot wnuczki

Są kraje, np. Wielka Brytania czy kraje skandynawskie, gdzie w domach starców lub szpitalach psychiatrycznych wprowadza się koty jako stałych mieszkańców, by pensjonariuszom zapewnić do nich stały dostęp. Udowodniono, że głaskanie zwierzaka, przytulanie go, stymuluje organizm człowieka do wytwarzania endorfin – hormonu szczęścia. 

Zatem z nowym rokiem czas na podjęcie postanowień - może mały kotek ze schroniska?

Natomiast tego, że rocznie w Korei koty wzniecają około 30 pożarów, nie należy brać pod uwagę, wszak nie mieszkamy w Korei:)


Cóż. Postanowień noworocznych nie robię, jak zwykle. Nowy rok zaczęłam... zakupami:) Korzystając z wyprzedaży zamówiłam trzy pary butów ze skóry i bajerancki zegarek. Taki prezent dla siebie samej na zachętę wejścia w kolejny rok życia. Bo zazwyczaj o tej porze miałam już wykupione wczasy za granicą na sezon letni, miałam plan i tylko "douczałam się" z wiedzy o kraju destynacji. Teraz wszystko się zawaliło. Wyjazdy z certyfikatem, z maską, z testem to zamach na moje poczucie wolności i dopóki takie zasady będą obowiązywać, dopóty nigdzie nie jadę, nie podporządkuję się. W Polsce też jest co zwiedzać. Ale tu mogę jechać bez planowania, byleby był czas. I byle zima się skończyła, eh...


Noworoczny autobus w naszym mieście, ładny, prawda ?:)

niedziela, 26 grudnia 2021

Mów mi: Tatiano

Poprzedni blog się spalił. Zapomnijcie moje poprzednie imię:) Komuś, kto skrycie czytał, nie podobała się moja znajomość z kolegą wójtem, toteż pod starymi postami pojawiło się wiele obraźliwych wpisów. Nie wiem kto to, choć mam podejrzenie, że to jedna dawniejsza znajoma. Parę tygodni wpisy w komentarzach od osobnika ukrywającego się pod nickiem Anonim cierpliwie usuwałam, ale pojawiały się regularnie i odechciało mi się codziennie śledzić pocztę tylko po to, aby je kasować. Można to nazwać ucieczką, ale prawda jest taka, że jakoś straciłam serce do tamtego bloga i zachowam go tylko dla siebie. I szczegóły mojej koleżeńskiej znajomości z kolegą wójtem także. Dziwię się tylko, że dojrzałej kobiecie chciało się snuć intrygę bardziej pasującą do wieku nastoletniego, no ale niektórzy nigdy nie dorośleją... Trochę to śmieszne, trochę żałosne... Do ludzi nie można mieć zaufania, jak się okazuje.

A właśnie. Ludzie to debile. Któregoś poranka na spacerze z psem,  na kawałku gminnego nieużytku, zauważyłam trzy nieduże pudełka tekturowe owinięte  mocno taśmą. Musiały tu leżeć wiele godzin, bo  róg jednego już rozmiękł od porannej wilgoci, w nocy było około zera na termometrze. Pudełkami bardzo zainteresował się pies, więc ostrożnie podeszłam. Najpierw myślałam, że psu chodzi o gołębia, który dreptał w pobliżu niezdarnie, ale nie uciekał, co wydało mi się  nieco dziwne. Zbliżyłam się do pudełek i usłyszałam, że w  środku coś się w nich rusza. Rozerwałam je i okazało się, że w każdym były po dwa gołębie, w tym trzecim jeden, bo jego towarzysz wcześniej wydostał się wydziobując dziurę w rozmiękłej tekturze. Wszystkie skostniałe z zimna, miały sztywne łapki i skrzydła, nie miały siły odlecieć.  Dreptały tylko wkoło, jakby próbując się rozgrzać. Trwało to długą chwilę, potem podfrunęły na słup, posiedziały trochę i odleciały. Co za "człowiek" je tak zapakował ??? W jakim celu ? Droga przy której mieszkam prowadzi do przejścia granicznego, może ktoś chciał je przemycić i się rozmyślił, a potem porzucił ? Dlaczego zatem nie wypuścił ptaków wolno? Nie mam pomysłu i nie rozumiem niektórych ludzi...

A cóż to za ptak ten gołąb ? To bardzo ciekawy ptak. Doskonale radzi sobie na każdym kontynencie oprócz Antarktyki, w tym także w miastach (tu często postrzegany jako szkodnik). W Polsce na wolności żyje tylko pięć gatunków spośród znanych trzystu dziewięciu: sierpówka (inaczej synogarlica), gołąb miejski,  siniak, turkawka i grzywacz. Sierpówka to gołąb "młody", bo w Polsce jest zaledwie od ponad 70 lat i jest pod całkowitą ochroną. Gołąb miejski to tak naprawdę gołąb skalny, który przywędrował znad Morza Czarnego i Morza Śródziemnego. Siniak to najbardziej dziki polski gołąb, żyje tylko w regionie, gdzie i ja zamieszkuję, dlatego większość z czytających nigdy go nie widziała:)  Też jest pod całkowitą ochroną. Nie buduje gniazd, do wylęgu wykorzystuje najczęściej dziuple. Turkawka wspominana często w literaturze, także jest pod ścisłą ochroną, mała, beżowa z brązowymi zdobieniami na skrzydłach,  rzadko spotykana, gdyż stroni od ludzkich siedzib. Grzywacz to największy gołąb występujący w Polsce, odlatuje na zimę i powraca wiosną - nigdy się tego po nim nie spodziewałam! Ale jak o tym przeczytałam, to faktycznie nie pamiętam, abym je widziała zimą. Niektóre sztuki to naprawdę kolosy, rozpiętość skrzydeł sięga 75 cm. Grzywacze nie boją się ludzi.

Jeszcze parę ciekawostek. 

Gołębie latają z prędkością nawet 70 km/godz. 
Potrafią startować jak helikopter - pionowo w górę. 
Aż 44% masy całego ciała stanowią mięśnie skrzydeł. 
Zarówno samice, jak i samce w okolicach wola mają gruczoły, w których produkują ptasie mleko dla piskląt. 
Są monogamiczne. 
Są wegetarianami, dopiero jak brakuje pożywienia roślinnego, żywią się robakami i ślimakami. 
Prawdopodobnie gołębie potrafią wykorzystywać pole magnetyczne ziemi oraz położenie słońca, księżyca i gwiazd. Wypuszczone kilkadziesiąt kilometrów od domu ptaki krążą najpierw w kółko, po czym udają się zawsze we właściwym kierunku do domu. Z tego powodu już od czasu panowania Egipcjan wykorzystywane były przez ludzi do przenoszenia wiadomości. Hodowla ich podczas II Wojny Światowej na terenie okupowanej Polski była zakazana przez niemieckiego okupanta. Dobrej klasy gołąb pocztowy potrafi kosztować tyle co nowy samochód.
Gołębie, które zostały udomowione przez człowieka według różnych źródeł 4000 czy nawet ponad 5000 lat temu i są do dziś najczęściej spotykane w hodowlach to przedstawiciele gołębia skalnego.
Kiedyś każdy polski górnik miał gołębie, to była duma i prestiż.
W Sulejówku jest największy targ gołębi w Polsce.
W Himalajach podczas lata gołębie docierają nawet na wysokość 3000 m n. p. m.
Gołębie w Polsce jadano i ciągle jeszcze gdzieniegdzie są spożywane. Powstają farmy gołębia mięsnego.
Odchody gołębi są bardzo dobrym, naturalnym nawozem. Zawierają bardzo dużo azotu, więcej jak ten pozyskiwany od kur (kurzak).
9 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Gołębia


Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Jak szaleją gołębie na jaskrawym niebie
To srebrny prąd ich skrzydeł tuż przy mnie szeleszczy
to giną rzutem strzały jak ścigane w dali
och radość życia - naprzód dalej zawsze dalej
w rozjaśnionym eterze ciągiem białych dreszczy -

w ogromnej fali słońca w moim oknie stoję
z głową w tył przechyloną spoglądam w ich stronę
och dziś mi duszę drażą moje sny spełnione -
dzisiaj chciałabym krzyczeć - gonić szczęście moje

i świat objąć uściskiem i zapomnieć siebie
i rwać tam w wyzłocone przestrzenie bez końca
wijąc białą girlandę skrzydeł na cześć słońca
jak szaleją gołębie na jaskrawym niebie -


Dziś mam wolny dzień. Wolny od goszczenia się, od wizyt i towarzyskich rozmów. Dzień tylko dla mnie. Ostatni miesiąc trochę mnie zmęczył. Praca, trochę spraw rodzinnych angażujących czas, przeglądy samochodów, no i przygotowania do świąt, kupowanie prezentów itp. Wyleguję się na kanapie obłożona kotami, z  psem u stóp, czytam, słucham muzyki Klausa Schulze i cieszę się spokojem, czego i Wam życzę:)