Widoki

Widziałam coś, czego nie chciałabym już nigdy w życiu zobaczyć. Niekończąca się nitka samochodów osobowych. Niekończąca się kolejka pieszych. Kobiety z niemowlętami w wózkach i na rękach. Staruszki z jedną małą torbą i stołeczkiem, więcej nie brały, bo nie udźwignęły. Po przejściu granicy w pierwszym wolnym miejscu siadają umordowane, ale z ulgą, na tym stołeczku i odpływają gdzieś w zakamarki umysłu i pamięci. Kobieta z plecakiem i transporterem z dwoma kotami. Czy ja też wzięłabym swoje w razie czego??? Tłumy tam. Tłumy tu. Podjechać się nie da. Trzeba iść pieszo. Bardzo wielu wolontariuszy, mnóstwo policji, strażaków i pograniczników. Wiele osób z kartonami z napisem po ukraińsku: podwiozę za darmo, gdzie chcesz. Trzymam się kolegi, żeby się nie zgubić. On wypatruje matki i babci.  Jakaś kobieta przechodzi z dwoma nastolatkami, ktoś ich wita i ściska, a potem ona się żegna i wraca, wszyscy płaczą, ja też ledwo powstrzymuje łzy, wymiękam. A tam bliżej przejścia jeszcze podobno gorzej. Czekamy. Przejeżdża autokar, brudny taki, że przez szyby nic nie widać. Są. Dla mnie kompletnie obce osoby, kolega też ledwo znany z pracy, tylko "cześć" na korytarzu. Ale tak mnie ściska w gardle, że ledwo się trzymam, ręce mi się tak trzęsą, że zastanawiam się, jak będę prowadzić. Trasa niedaleka, raptem półtorej godziny drogi. Odwożę ich do wynajmowanego przez kolegę mieszkania i wracam do domu. Przez resztę dnia jestem roztrzęsiona. Ojciec kolegi został po tamtej stronie. W pracy zrzutka na... wojskowy  noktowizor dla niego. W dwa dni zebrał 15000 PLN. Znak czasów. Ja wolałam zainwestować w paliwo i pojechać po jego bliskie kobiety. Moi nie wiedzą, gdzie byłam, syn jęczałby mi potem przez pół roku, córka umierałaby ze strachu, a przecież nie jechałam na wojnę, tylko na pobliską granicę. Znam drogę, byłam tam ubiegłego lata w całkiem innych okolicznościach. Wtedy była tylko kolejka tirów. Wolę pamiętać tamten wyjazd, niż ten sprzed kilku dni. Emocjonalnie mnie wykończył, ale nie należy tego traktować jako skargi, bo to jest nic wobec tego, co przeżywają uciekinierzy. W naszym mieście nie zatrzymuje się ich jakoś specjalnie wielu, kierują się raczej na zachód. Niektórzy mówią, że wolą uciekać dalej, gdyż uważają, że rosja napadnie także na Polskę. Inni mówią, że to najlepsza okazja, żeby wyrwać się w świat na uproszczonych zasadach, bez wiz, ze stuprocentową szansą na pomoc na starcie. Na granicy oprócz starszych i młodszych pospolitych aut widziałam również na ukraińskich blachach takie wypasione fury, że nawet nie wiedziałam, że istnieją. Wojna nie oszczędza nikogo, ani biednego ani bogatego.  Zdjęć z granicy nie będzie, bo fotografowanie ludzkiej krzywdy, kiedy nie jest się fotoreporterem, uważam za nieetyczne.

W pracy stopień alarmowy Bravo. Firma należy do tych strategicznych. Zanim zacznę pracę, każdego dnia przeżywam stres, czy jest normalnie. Na razie prawie normalnie. Praca zdalna utrzymana, ale wprowadzono dodatkowe zabezpieczenia. Parę razy jednak do biura pojechałam, wydawało mi się, że może da się pogadać z ludźmi o byle czym, poplotkować w przerwie, ale gdzie tam. Wszyscy cały czas o tym samym, o Rosji, o putinie, o polityce. A u siebie w domu wciąż słyszę amerykańskie F-35, i w dzień i w nocy.


A tu wiosna idzie. Z ogródka zebrałam resztę zeszłorocznych liści. Na działce trzeba wyciąć malinowe badyle. Kwitną pierwsze kwiaty, przyleciały nasze wioskowe żurawie i każdego ranka podczas psiego spaceru słyszę ich głośny radosny klangor na łące za rzeką. Na razie widziałam je tylko z daleka, jutro wybieram się obejrzeć je z bliska - psa chyba zostawię w domu, aby się go nie przestraszyły.

Dziś miałam wolny dzień i oprócz zakupów i prania nie robiłam nic. To znaczy nie wykonałam żadnej pracy, tylko wypoczywałam, czytałam, popijałam śliwkowo-figową herbatkę z imbirem. Jakie to szczęście, ta cisza w domu, spokój, kolorowe lampki i cicha muzyka , komfort i szczęście tak rzadko doceniane. Jutro wybieram się do fryzjera ufarbować włosy na jaśniejszy kolor, a wieczorem na koncert 10 tenorów organizowany z okazji dnia kobiet.  Od ostatniego wpisu na blogu obejrzałam jeszcze jedną sztukę teatralną, byłam też w kinie na filmie Almodovara "Matki równoległe". Nie zawiodłam się i tym razem, kocham filmy tego reżysera i chyba obejrzałam wszystkie. Kto ma możliwość obejrzeć, szczerze polecam. Odkryłam małe studyjne kino ze świetnym repertuarem, bez popkornu (nie ma barku:) i bez zapachu jedzenia podczas seansu, za to z niskimi cenami biletów i bardzo wygodnymi fotelami. Na pewno jeszcze nie raz i nie dwa odwiedzę. Może to żałosne, że tam gdzieś umierają, a ja o rozrywkach, ale kiedy mam o tym myśleć ? Wtedy, kiedy na mnie może przyjdzie koniec ? Nie baluję, nie tańczę na cmentarzu, staram się żyć, choć z kamieniem w sercu i z czarnymi myślami.

Zatem byłam też w muzeum. Parę obrazów na pewno rozpoznacie. Oglądałyśmy też arrasy (myślałam, że są większe!:), stare księgi, ceramikę , meble, zbroje i inne rzeczy, jak to w muzeum. Tylko nie wiem, dlaczego w muzeach jest tak ciemno. Światło szkodzi starym zbiorom ?









A potem przeszłyśmy na dział sztuki współczesnej. O Kantorze każdy słyszał, prawda ? Może się jego sztuka podobać albo nie podobać, ale widać, że pomysł był, praca włożona, efekt jest

Natomiast to... "dzieło"...  autora litościwie zmilczę... sprawiło, że płakałyśmy ze śmiechu, zataczałyśmy się, taka radosna głupawka nas ogarnęła, nawet pani muzealna odsunęła się dyskretnie zasłaniając usta i nie zwróciła nam uwagi:) Czy muszę wspominać, że wisiało w dziale sztuki z PRL-u ? 


Wreszcie udało mi się zmobilizować i odwiedzić targ staroci i przywlekłam do domu stary malowany ręcznie wazon:) Wzory na froncie ma raczej jesienne, więc póki co stoi tyłem do przodu z gałązkami bazi i forsycji, na jesień zmieni pozycję:) 











Bazie przyniosłam, już po raz kolejny, z codziennego psiego spaceru.  Przeszłyśmy dzisiejszego ranka ponad 9 km. Całkiem pod wpływem impulsu zboczyłam nieco z drogi  w kierunku opuszczonego domu.  Widziałam go wcześniej, ale w sezonie nie chciałam się przedzierać przez łany zboża czy rzepaku. Teraz pole  puste i lekko przemarznięte. I ze zdziwieniem zauważyłam, że w pobliskiej kępie chaszczy, niewidoczny od drogi jest następny opuszczony budynek. Oba zbudowane z wysokiej jakości kamienia, z którego słynęła niegdyś okolica. Mój pierwszy (były) zięć, kiedy jeszcze się miał z moją córką budować na naszej wsi, marzył, aby postawić dom właśnie z tego materiału.  

Zapyta ktoś, a po co fotografować te stare mury ? A właściwie to nie wiem po co, ale lubię się zastanawiać, kto tam mieszkał w środku pola, z daleka od drogi, gdzie odszedł, umarł czy się wyprowadził. Patrzę, czy nie leżą gdzieś przedmioty codziennego użytku, które mówią coś o właścicielu. Oba domy nie były zelektryfikowane, widocznie już długo stoją porzucone. Jakbym miała dużo pieniędzy to kupiłabym jeden z nich, doprowadziła prąd, wykopała studnię i wyremontowała:) Spod domu są piękne widoki i cisza.  Dzisiaj koło jednego z domów wylegiwało się stadko saren, spokojnie odeszły, gdy się zbliżyłam. Na drzewie koło domu siedział drapieżny ptak, a pod niebem głośno śpiewał swą piosenkę skromny skowronek. Do tych domów nie prowadzi żadna asfaltowa droga. Od polnej drogi, którą można przejechać samochodem, gdy jest sucho, jest około 200 m przez pole. Gruntową drogą jeżdżą rolnicy w pole i do sadu leszczynowego. Zimą, gdy jest śnieg, może nie  być żadnego dojazdu. Do najbliższych zabudowań jest około kilometra.












Do  mojej kolekcji: zdjęcie w ulicznym lustrze:)

No i tak to czas leci. Poczytam jeszcze, nie muszę jutro zrywać się o świcie. Polecam bardzo książkę Anny Fryczkowskiej "Cyrkówka Marianna", piękna i mądra.

Pozdrawiam 

34 komentarze:

  1. Z jednej strony dóbr,e, że napisałaś o tym co widziałaś

    OdpowiedzUsuń
  2. Uciekł mi z nerwów komentarz.
    Dobrze że napisałaś co widziałaś na własne oczy. Nic tych relacji nie zastąpi. A reszta..
    No cóż wiosna przyjdzie. A ja jadę do kraju i kto wie może nawet do Łańcuta.. Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedź do Łańcuta, zamek obejrzyj:) Wiem, że jedziesz do Polski, czytam Twoje wpisy codziennie, choć mało ostatnio komentuję.

      Usuń
    2. Znam doskonale tamte strony i Zamek. W Łańcucie mieszka moja przyjaciółka. .Niedaleko zamku mieszka i codziennie chodzi do parku zamkowego z psem na spacer.

      Usuń
    3. Jak tak o tym napisałaś, to przypomniałam sobie, że byłam że dwa razy w Łańcucie, ale w ogóle nie mogę znaleźć zdjęć. Raz mogłam nie mieć przy sobie aparatu, ale drugim razem na pewno miałam. Może go powód, żeby pojechać trzeci raz, jak tylko się park zazieleni:)?

      Usuń
  3. Trudno się odnaleźć w tym nowym, strasznym świecie. Wierzę, że obrazy spod granicy będziesz pamiętać. Mam w oczach obrazy znane tylko z opowiadań, z ucieczki rodziców i dziadków w 1939, choć przecież urodziłam się po wojnie i tego nie przeżyłam, ale gdzieś utkwiły...
    Żyjmy dniem dzisiejszym póki się da, wiosna nadchodzi mimo wszystkich ludzkich spraw i całe szczęście. Zdjęcia starych domów są takie... uruchamiające wyobraźnię, też mam sporo, muszę poszukać. Pozdrawiam. Trzymaj się 🍀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to opisałaś. Ja mam do granicy daleko , ale kilka dni temu pisałam , o chłopakach z Ukrainy zmierzających na dworzec . Taka smutna kolumna młodych ludzi też robi wrażenie, choć oczywiście porównania nie ma. Jeśli chodzi o zbiory muzealne to jest dokładnie tak jak napisałaś ; światło im szkodzi, zwłaszcza starym manuskryptom. W muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie najstarsze zbiory zwiedza się w zupełnej ciemności; zapalają się tylko punktowo lampki, w chwili gdy zwiedzający podchodzi do gabloty. Wrażenie jest niesamowite. Miałam okazję obejrzeć w ten sposób najstarszą księgę , jaką mamy w zbiorach ; ma ponad 1200 lat i Codex Aureus , ksiegę pisaną złotem. Są bardzo rzadko wystawiane dla zwiedzających , raz na kilka lat zaledwie

      Usuń
    2. Haniu, właśnie te najstarsze zbiory, typu arrasy wawelskie i stare księgi zwiedza się po ciemku, stąd było moje podejrzenie. Znalazłam w muzeum obraz "Sen Paganiniego" Edwarda Okunia, zainspirowana tym artykułem:
      https://niezlasztuka.net/o-sztuce/czule-struny-sztuki-edward-okun/
      I przyznaję, że obraz ma w sobie coś takiego, że stoisz i patrzysz, i patrzysz, odchodzisz, wracasz i znów patrzysz:)

      Usuń
  4. Aniu, ja się tylko martwię, że jeszcze trochę i ludzie w Europie przestaną się zajmować wojną, jeśli nie przesunie się w naszą stronę. I oby się nie przesunęła. A ludzie tam nadal będą ginąć i będą im płonąć domy. Wiem, że to nie jedyna wojna na świecie, ale tak blisko nas nie mieliśmy konfliktu zbrojnego. Minęło raptem 10 dni, na jak długo Europejczykom starczy pary, aby pomagać i nie mieć za złe stałej obecności Ukraińców w ich codziennym życiu ? Świat nam się bardzo zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się zmienił, choć niby normalnie (jeszcze i oby dalej) żyjemy, to z tyłu głowy kołacze się strach, myśli nie dają spokoju i nie sposób się od nich oderwać. Nawet patrząc na zdjęcia domku myślę, że po wielu ludziach zostają tylko ruiny...
      Zmieniając temat - uwielbiam targi staroci, mnóstwo przedmiotów z duszą, a lampę -identyczną jak na zdjęciu pokazałaś- miała babcia, z mlecznym kloszem w kształcie kielicha.
      Sunia jest świetną towarzyszką wypraw 🍀

      Usuń
    2. Na widok porzuconych domów miałam identyczna myśl: nie ma człowieka, tylko nieme mury zostały.

      Usuń
  5. Coś jest z tym światłem w muzeum :) W naszym zamku nie można używać lampy błyskowej, bo to szkodzi freskom/farbie na ścianie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lampa błyskowa w zabytkowych obiektach wykluczona. Hania wyżej już mi to wyjaśniła:)

      Usuń
  6. Raz zobaczone się nie odzobaczy, a widziane na własne oczy to nie to samo, co w mediach.
    Robi się coraz trudniej na każdym polu, a lepiej nie będzie. Czas tu nie jest dobrym doradcą.
    Zauważ, ze nawet okna w muzeach są zasłonięte, światło bardzo szkodzi, nawet starym księgom, szkodzi tez dotyk, dlatego zbiory traktuje się w bawełnianych rękawiczkach.
    Gdy na wycieczkach i spacerach trafiamy na ruiny, jakiekolwiek, skojarzenia są jednoznaczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie nawet te nieme zdjęcia w mediach są przejmujące, staram się za wiele nie oglądać, ogrom ludzkiej krzywdy mnie przeraża. Mamy już w Polsce 1.3 mln uchodźców, ma być około 4 mln. Niech uciekają, bo co ich tam czeka? Ale jak my jako naród z takim głupim rządem sobie z tym poradzimy? Czy unia nam pomoże, czy zostawi na pastwę losu? Nasza przyszłość będzie ciekawa i ciężka, byle nie tragiczna. Wojna za granicą okazuje się zasłoną dymną dla polskiego rządu, znów uchwalają ustawy po nocy, nic dobrego z tego nie będzie.

      Usuń
    2. Tez się obawiam tej liczby, już teraz słychać język rosyjski na ulicach i w sklepach, a u mnie do granicy daleko.
      Wszystkiego nie udźwigniemy, to pewne, oby goście nie okazali się jak ryba...na razie jest euforia!

      Usuń
  7. Świetne muzeum! Poszłabym na targi staroci.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na targi szłam chyba z rok:) A do muzeum jeszcze pójdę na wystawę czasową jednej z polskich malarek, ale o tym kiedy indziej:) Liczę na ucztę dla oczu o dla duszy:)

      Usuń
    2. W naszym miescie targi staroci są kilka razy, w maju i lipcu lub sierpniu.

      Usuń
  8. Pierwsze dni wojny były dla mnie bardzo ciężkie, wszystko kręciło się wokół wyszukiwania informacji o tym co się dzieje, dwie noce praktycznie nie spałam bo nie mogłam przestać myśleć o tym, że ja tu sobie tak w ciepełku i spokoju otulona kołdrą a gdzieś tam, tak blisko przecież, wystrzały, śmierć i codzienność w piwnicach. Nie mogłam skupić się na pracy ani na czymkolwiek innym, książki nie tknęłam bo czytałam kilkanaście razy jedno zdanie. Teraz jest już lepiej ale dużo mnie to kosztowało, znam siebie i w wielu sytuacjach za bardzo się przejmuję, co nie sprzyja niczemu. Jedna z moich najbliższych koleżanek w pracy jest Ukrainką i z tej wiecznie roześmianej, pełnej pasji i życia dziewczyny nie zostało nic. Mój chłopak ma w pracy dwóch kolegów z Ukrainy, którzy krótko przed wybuchem wojny pojechali na Ukrainę na urlop. Kilka dni temu wrócili z żonami i dziećmi, mieszkają u znajomych a my wszyscy pomagamy jak możemy, zaopatrujemy w niezbędne rzeczy, chociaż tyle możemy zrobić. Wczoraj jedna z tych ukraińskich rodzin była u nas na kolacji, żona tego kolegi jest załamana bo tęskni za resztą rodziny i za starym życiem, zabrała ze sobą trochę ukraińskiej ziemi i jak o tym powiedziała to musiałam zaciskać zęby żeby się nie rozpłakać...Bo to wszystko znałam do tej pory tylko z filmów, książek i opowiadań i wolałabym, żeby tak zostało.
    Musimy się starać żyć normalnie co nie jest teraz łatwe, no ale z całych sił trzeba próbować szukać odskoczni w tym co się lubi i co daje największe ukojenie. Dlatego tak bardzo się cieszę, że sprzyja mi pogoda bo daleko hen w leśnej głuszy nie dociera do mnie nic.
    Również uwielbiam filmy Almodovara a najbardziej uszczęśliwia mnie fakt, że mogę je oglądać w oryginale. Oglądać i wszystko rozumieć rzecz jasna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, jaka to przyjemność słuchać dialogów w oryginale i rozumieć je. Niestety, ja oglądam z tłumaczeniem. I wolę lektora (ale nigdy w życiu dubbing), aby w tle słyszeć oryginalne głosy, jednocześnie wbijając oczy w obraz, aby nie umknął mi żaden szczegół. Nie oglądam filmów z tekstem do czytania, nie cierpię tego, bo skupiam się na czytaniu i tracę wrażenia z filmu.

      Usuń
    2. To tak jak ja, tylko lektor. I chociaż czytać bardzo lubię to filmy czytane odpadają bo podobnie jak Ty nie umiem ogarnąć wzrokiem całego telewiora i skupiam się na tekście.
      Hiszpański dubbing to najgorszy jaki widziałam bo tam np. głosy dzieci podkładają dorośli mówiący po dziecinnemu. Uszy opadają, albo nawet odpadają.

      Usuń
    3. A panuje opinia, że najgorszy dubbing pochodzi z Niemiec:)

      Usuń
  9. Zauważam, że brakuje mi słów, każde wydaje się za mało wyraziste , nie oddające w pełni prawdy przeżyć. Dziękuję Ci za ten tekst. I za zdjęcia- jak zawsze chwytające to, co najciekawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słów brakuje, ale też trudno sobie wyobrazić tę tragedię ludzką, śmierć najbliższych, utratę dorobku całego życia, ciągły stan zagrożenia. Wojny są cały czas na całym świecie, ta za rzeką dotyka nas jednak najbardziej, bo jest tak blisko i odczuwamy jej skutki, choć jeszcze nie lecą na nas bomby. I przy całym współczuciu i empatii dla narodu ukraińskiego wszyscy myślimy tylko o tym, żeby wojna jednak zatrzymała się u nich. Bo koszula bliższa ciału i jest to naturalne dla człowieka, że jednak myśli o sobie.

      Usuń
  10. Dziękuję ci za ten spokojny i wyważony wpis,i te zdjęcia tez były potrzebne, zobaczyłam ten stary kamień,rzeczywiście ładny, ja też tak mam ,że widząc takie opuszczone domy myslę jak mozna by je wyremontować, zamieszkać w nich,itp.Czytam sporo blogów i widzę bardzo rózne opinie dotyczące aktualnej sytuacji,często lubiłam czytać czyjeś teksty, ale teraz widzę, że rózne cechy paskudne z ludzi wychodzą, odrzuca mnie od pewnych osób, uważam ,że niektórzy lepiej by zrobili gdyby zamilkli. Ty pisz.pozdrawiam.Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile osób, tyle opinii. Jedne wyważone, inne nie, bo nerwy ponoszą, i zwykły strach daje znać o sobie. Na naszych oczach dzieje się historia i to ta jej straszniejsza część. Trudno nieraz powstrzymać się od wyrażania opinii.

      Usuń
  11. Mieliśmy szczęście, że wojnę znamy tylko z opowiadań dziadków i rodziców. Przeżyliśmy jako naród prawie 77 lat w pokoju. Mam nadzieję, że Ukraina zwycięży, a Putlera spotka zasłużona kara.
    Dzieło z PRL-i w muzeum rzeczywiście na miarę tamtych czasów.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niechby tak zostało, ani obecne pokolenia, ani następne nie potrzebują znać wojny z autopsji. I ja żyję myślą, że Ukraina zatrzyma najeźdźcę, nawet nie dopuszczam myśli, że moglibyśmy mieć na rzece granicę z rosją. Bo rosja to stan umysłu. To nie jest normalny kraj. Tak się jakoś złożyło, że jeszcze przed napaścią rosji na Ukrainę przeczytałam kilka książek o tym kraju, tragedia, co ci ludzie mają w głowach jako naród.

      Usuń
    2. Ktoś ten naród zwolnił z myślenia, wszystko zapewnia im Putin.
      Pozdrawiam.:)

      Usuń
  12. Witaj przedwiosennie
    Przedwiośnie zawsze niesie nadzieję, że będzie lepiej. Ale czy tym razem tak będzie?? Przyroda dookoła na pewno nie będzie zważać na to dzieje się dookoła.
    Zawsze myślałam, że jestem pokoleniem, które wojnę będzie znało tylko z opowieści wcześniejszych pokoleń.
    Pozdrawiam oczekiwaniem na ciepłą, spokojną Panią Wiosnę i nie tylko....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo myślałam o swoim pokoleniu, nie dopuszczam myśli, że będzie inaczej i ufam, że wojna nie dotknie nas bezpośrednio, fizycznie. Bo w każdy inny sposób już niestety dotyka.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. O- ooo...
    Wycieczki i urlopy, to tylko ze sprawdzonymi ludzmi, bo inaczej moze byc klapa i nadzienaie sie, jak Ci wlasnie sie przytrafilo... katastrofa moralna. Bo to i tamto. I zdaje mi sie, ze to od wieku niezalezne.... sa tacy ludzie. W zimie za zimno, w lecie za goraco. Trudno. Pewnie raz jeszcze wybierzesz sie tym szlakiem?

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak ja lubię tą różnorodność na Twoim blogu! 🙂
    A współwycieczkowiczów lepiej wcześniej "prześwietlić", niż się z nimi użerać!
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Odwykłam...

Odwykłam od pisania bloga, choć zaglądam po cichu na dawne zaprzyjaźnione. Nie komentuję, bo nie wiem, czy ktoś, może oprócz 2-3 osób, jeszc...