Nerwowy czas

Wczoraj przed wieczorem podczas psiego spaceru zauważyłam przelot dużego klucza żurawi, około setka ptaków przeleciała z głośnym klangorem i opadła na łąkę za rzeką.  Oczywiście chciałam zaraz tam iść, ale do tej łąki prowadzi tylko jedna droga z mostkiem, a obok niej jest duże gospodarstwo. Brama na drogę była otwarta, a przed nią po drodze biegał ogromny czarny pies. Ja też z psem. Zaczął na nas bardzo szczekać i  biec w naszym kierunku. Zauważyłam, że ktoś chodzi po podwórzu i zawołałam, aby zabrać psa z drogi. Pan tylko gwizdnął, raz zawołał do psa "chodź" i poszedł. A pies został, ujadał, zęby szczerzył i nie dał przejść. Zła byłam jak diabli, bo to nie była  droga prywatna ; owszem wąska i żwirowa, ale gminna. Nie chciałam narażać nas na atak psich zębów, więc zawróciłyśmy, ale jutro zgłoszę do naszej sołtyski tę sytuację, bo nie może tak być, aby nie można było przejść drogą publiczną z powodu wypuszczenia psa przez niefrasobliwego gospodarza. Dziś sołtyski nie ma, więc sprawa zawieszona na dzień, ale nie odpuszczę. Przypuszczam, że  rano żurawie odleciały, bo na łące jest cisza.

Zawróciłyśmy i zrobiłyśmy spacer pętlą około 5 km, wracałyśmy w takiej scenerii. Niestety, nie miałam przy sobie aparatu, a zdjęcie telefonem wyszło marnie. O zdjęciu klucza żurawi nawet nie wspomnę.


A w niedzielę po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nie mogę nikogo (oprócz jednej sprawdzonej osoby, no może dwóch:) zabierać na wycieczki, bo tylko marnuję sobie przyjemność. Zadzwoniła do mnie w sobotę jedna znajoma i jęczy, jaki ten świat ponury i nudny i może bym do niej przyszła w niedzielę. Ja na to, że nie mogę, bo mam plany wyjazdowe. Na to ona,  to weź mnie z sobą. Mam miękkie serce, to się zgodziłam. A ich było dwie. Moja znajoma i jej znajoma. Mnie to nie przeszkadzało, że nagle jest nas trzy. Przeszkadzały mi jęki znajomej. Za zimno, za gorąco, za ślisko, błoto, zmęczona, spocona, zaczeka w samochodzie a wy idźcie, a po co tam iść, przecież to za daleko, za wysoko, za mało ciekawie, czy jest tu sklep, napiłabym się kawy, kolano mnie boli, kiedy wracamy?, nie myślałam, że to tak daleko. Ufff... I tak ciągle. Ta druga się przewróciła, więc z jednego szlaku zawróciłyśmy w obawie, że może jej coś dolegać, ale potem się ogarnęła i nic jej nie było. Ale ta moja bliższa znajoma to porażka. Byłam wściekła i zmęczona udawaniem, że wszystko jest w porządku. Miałyśmy jechać nad Wisłę oglądać rzekę z rezerwatu na skarpie, ale nawet skrawka wody nie zobaczyłyśmy, bo skarpa za wysoka (wrr!) i wczesnym popołudniem byłam już z powrotem w domu. Nigdy więcej!

Poniżej grodzisko Żmijowiska koło Kazimiera Dolnego.










Wrzelowiecki Park Krajobrazowy 








A ta napotkana po drodze chatka udająca tradycyjny wiejski ubogi dom - w rzeczywistości to bogaty domek letniskowy. Samo ułożenie takiej strzechy to koszt około 200 PLN za m kw. Nie odmówiłabym, gdyby mi taki domek ktoś sprezentował:)




Zaczęłam prace na działce, na razie porządkowe, bo ziemia jeszcze zamarznięta i szpadla się w nią nie wbije. Za to mnóstwo kleszczy i zaczyna mi się na ich tle jakaś fobia.  Rozbieram się ze wszystkiego przed drzwiami po powrocie z działki lub ogrodu, a wracając ze spaceru od razu zdejmuję spodnie, bo ostatnio nie ma dnia, abym nie przywlokła choć jednego kleszcza na spodniach lub na czapce. Koniec z welurowymi dresami i polarowymi rękawiczkami lub czapkami, bo na nich świetnie się przenoszą. Koty i pies z zakazem wstępu do pomieszczeń innych niż przedpokój i kuchnia, aby mi tych kleszczy nie naniosły. Oprócz kropli na grzbiet chyba im zafunduje specjalne obroże, choć weterynarz mówi, że nic nie dają, a ja też mam obiekcje przed zakładaniem obroży kotom. Na razie rudy z domu nie wychodzi, bo się bardzo boi świata za drzwiami, wręcz panikuje. Kociczka i stary kot wychodzą regularnie, na szczęście trzymają się okolic domu i nie włóczą się póki co. Jednak kleszcze są już niemal od razu za progiem. Żyłam pięćdziesiąt kilka lat nie wiedząc nawet jak kleszcz wygląda, w ostatnich trzech latach nadrabiam, jest ich po prostu plaga. Zagadka, skąd ich się tyle bierze i co wpłynęło na to, że tak bardzo się mnożą. Ojciec synowej latem wokół altanki rozpyla taki środek, który ogranicza występowanie kleszczy, ale działa krótko, praktycznie trzeba by pryskać co dwa tygodnie, a nie jest to tani sposób. Wyliczyłam, że na mój ogródek na każdy oprysk musiałabym wydać kilkaset pln, a powtarzać go trzeba przynajmniej raz na miesiąc albo częściej. Zresztą, problemem największym nie są kleszcze o ogródku, ale ogólnie wszędzie, na działce, na poboczach dróg, na łące, w lesie, czyli wszędzie właściwie.  Świata nie opryskam:)

Szykuje mi się wolny weekend i zastanawiam się, czy gdzieś nie wyskoczyć turystycznie. Jest jeszcze dość szaro i ponuro, ale chciałabym zmienić otoczenie. Codzienność nie jest łatwa z powodu tragicznych wieści zza wschodniej granicy. W pracy też zagrożenie atakiem cybernetycznym, były już próby, szczęśliwie udaremnione. A że ataki są i gdzie indziej, dowodem jest unieruchomienie kolei. To nie jest zwykła awaria. Był też atak na polski standard płatności, można powiedzieć, że udany, ale szybko spacyfikowany.  Wojna trwa nie tylko na Ukrainie. Wczoraj widziałam konwój humanitarny - kilka autokarów oznaczonych czerwonym krzyżem pilotowanych przez dwa wozy osobowe przejechało z przejścia granicznego z Ukrainą na przejście graniczne z Litwą, z której te pojazdy pochodziły. Codziennie widzę samochody osobowe na ukraińskich blachach, na dachach mają przyklejone białe płachty z napisem "dzieci" po ukraińsku. To w nadziei, że podczas przejazdu przez Ukrainę w przypadku rosyjskiego nalotu zostałyby oszczędzone. Po polskiej stronie nie pamiętają, aby zdjąć .
W firmie zebraliśmy na specjalny rachunek 3 mln złotych, drugie tyle dołożyła firma i całość poszła na pomoc dla uchodźców. Firma ewakuowała też około 200 osób współpracujących z nami na Ukrainie i dała im ten przysłowiowy kawałek podłogi w naszych biurach na pierwszy etap życia. 
W klasie wnuczki pojawiły się pierwsze ukraińskie dzieci. 
Świat się zmienia.  Żyjemy w ciekawych czasach, ale ja podziękuję za ten przywilej.  Wolę te nudne czasy, gdy nic się nie działo. 
Nie chcę być uchodźcą wojennym, a nikt mi nie zagwarantuje, że nim nie będę. Zresztą, może być jeszcze gorzej. Mogę zginąć w trakcie działań wojennych. Czy ktoś z nas w ogóle kiedykolwiek myślał, że coś takiego może się stać za naszego życia??? Właściwie, jakby nie mój wrodzony optymizm, to bym powiedziała, że istnieje ryzyko, że ruska zaraza rozleje się na całą Europę. Jeszcze, żeby ten głupi Kaczyński się nie wtrącał, bo przez niego nerwy tracę. Robi wszystko, żeby nas wciągnąć w konflikt. Niemniej z nadzieją na lepsze bezpieczne czasy planuję przyszłość i ustalam plan zasiewów na działce:). Może tylko w tym roku posadzę więcej ziemniaków i korzeniowych he he:)
A co Wy uważacie?

27 komentarzy:

  1. Chatka przepiękna, nie powiem, też bym chciała:-)
    Takie wycieczki to najlepiej ze sprawdzonym towarzystwem, my czasami z bratem i bratową, ale to trochę nie nasz styl.Trudno.
    Szykujemy się na weekendowy wypad, bo zapowiada się dobra aura,za to od wczoraj mam takiego globusa, ze hej!
    U nas codziennie przybywa ukraińskich dzieci, słychać ich mowę na ulicach.
    Oby euforia pomagania nie przekształciła się w nic gorszego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze mi się sprawdza towarzystwo jednej przyjaciółki, bo jest wytrzymała i ciekawi ją wiele rzeczy, tak jak i mnie, ale pracuje na dwóch etatach i wolny dzień ma raz na 2-3 miesiące. Sama kiedyś tak pracowałam, ale dbałam, żeby mieć wolne co tydzień, nawet kosztem zwiększonych obowiązków na tygodniu, żeby się nie zamęczyć i mieć czas na odpoczynek, ona ma inne preferencje, więc rzadko razem wychodzimy. Drugi dobry towarzysz to kolega wójt. Na kolejnych miejscach jeszcze jedna koleżanka, potem córka, jeśli już ją namówię:) Może najstarsza wnuczka, gdy podrośnie, złapie bakcyla:)

      Usuń
  2. Mnie też chatka zauroczyła :)
    Wieści z każdej strony nie napawają optymizmem. W historii byli szaleńcy uważający, że świat może się skończyć razem z nimi skoro nie jest taki, jak oni chcą, albo podpalający miasta, by się napawać widokiem...
    Mieszkając blisko granicy masz gorzej, koszmar na wyciągnięcie ręki. Nie wiem co powiedzieć, tępa jestem, bo słów mi brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim kalendarzu miałam dzisiaj zapisany jeszcze w styczniu wyjazd do starych cerkwi za Hrubieszowem. Stamtąd na Ukrainę 1 kilometr. I jednak zostałam w domu. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo czego się bać? Chyba tylko tego, że co chwilę będą mnie zatrzymywać pogranicznicy i żołnierze. Już raz mnie zatrzymywali w strefie przygranicznej i nie było to przyjemne, a wojny wtedy nie było:)
      Zniechęciła mnie też zmiana czasu, bo zapomniałam o tym i wstałam za późno, eh!:) we

      Usuń
  3. Chatka-marzenie! Korzeniowe i ziemniaki - a i owszem. Sama myślę , czy czegoś na tym moim "rodos" nie posadzić , choc w tym roku ryzykownie , bo przy budowie altany mogą zniszczyć. A sytuacja... też to widzę choć do granicy wschodniej mam daleko. Naszych klientów ściągających rodziny swoich pracowników, którzy pojechali walczyć , nowych kolegów i koleżanki wnucząt albo ukraińskie ekspedientki z pobliskich sklepików z zapłakanymi oczami. Smutne to i nieprzewidywalne. Oby się nie rozlało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Wczorajsze wybuchy we Lwowie są bardzo niepokojące. I nie pociesza to, że nie tylko Kaczyński i Morawiecki gadają głupoty, ale także Biden. Wściekłego psa nie drażni się cienkim patyczkiem.

      Usuń
  4. Jak na razie u mnie w Chorzowie cisza. A ja muszę do Italii kupić zwykle świeczki, bo tylko ozdobne widziałam. Niby nic a w takiej sytuacji trzeba mieć. Korzenne zasadz. Nie zaszkodzi. Obys żył w ciekawych czasach. Też podziękuję. Od dziecka takie mam. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwuję Twój pobyt w Polsce i widzę, że bardzo Ci służy. Twoje posty są w całkiem innym tonie niż te pisane we Włoszech. Chyba jednak tu w Polsce jest Twoje miejsce, widać, że jesteś tu zadowolona i pozytywnie nastawiona, nie czuć zmęczenia życiem,które pojawia się w postach "włoskich".

      Usuń
  5. Witaj końcówką zimy
    Dziękuje za dobre słowo o moich zielonych stronkach.
    Chatka rzeczywiście urocza. Mnie jednak zachwyciła ta przestrzeń, chociaż aby ją zobaczyć musiałabym kupić sobie kalosze:))))
    Pozdrawiam ciepło przesyłając delikatny, żółty uśmiech budzących się forsycji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestrzeń oglądałam na następnej wycieczce, o czym w kolejnym wpisie:)
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  6. Przynajmniej się Znajome przekonały, że na Wędrowców się nie nadają...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta znajoma znajomej to moze nawet by się nadała, ale bez tej mojej znajomej;)

      Usuń
  7. Nie odpuszczaj, tego chłopa trzeba wychować. Ale i uważaj, bo chłopy potrafią być mściwe.
    Wiesz, że zemsta zemstę knuje.

    Powiem tak - jeżeli znasz koleżankę i wiesz, że Ci marudzi, to spodziewaj się, że w wędrówce będzie apogeum marudzenia. Nigdy nie zabiera się osób z takimi tendencjami. Możesz ją do kina zabrać, gdzie wszystkie potrzeby ciała będą zaspokojone i gdzie nie będzie mogła gadać. ;]
    Jak nie mam dobrego kompana do wędrówki, to idę sama. Takie niepisane motto wędrowca. ;)

    Już kleszcze? O_O Dobrze, że piszesz, następnym razem jak wybiorę się gdzieś na przełaj, spryskam nogi. Mam taki specyfik, który zawsze działał... mam nadzieję że na polskie kleszcze też podziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogadałam z sołtyską, mówi, że z chłopem nie pogada, bo grochem o ścianę, ale powie synowi, który jest normalny i rzeczowy. I faktycznie, jak to powiedziała, to przypomniałam sobie 30-latka z tym psem na smyczy i w kagańcu. W kagańcu! Chyba nie bez przyczyny założył ją psu.
      Wędrować najbardziej lubię sama, do kina też:) Poszłam kiedyś dolina z pewną fajna koleżanka, mnie film się podobał, a ona cały czas gadała podczas seansu i krytykowała wszystko, zmęczyła mnie tym:)
      Już nabyłam spray na kleszcze, też pryskam, to konieczność.

      Usuń
  8. I ja jestem chętna do tej chatki :-))
    A spacery w samotności są dużo lepsze niż te w beznadziejnym towarzystwie.
    Wszystkiego dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Stokrotko:) wędrując samemu ma się czas na rozmyślania, na co w codziennym pędzie często brak czasu. To wielka zaleta samotnych spacerów.

      Usuń
  9. Piękna chatynka! Był czas, kiedy bałam się psów- to była wręcz fobia- i chodziłam z gazem pieprzowym w kieszeni, ale trudno tego użyć, gdy z własnym psem się idzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, fajna chatka. Na posesji jest jeszcze altana na drewnianym podeście, mini placyk zabaw dla dzieci, jakaś szopka, ale one nie pasują do chatki, więc nawet na nie nie patrzyłam:)

      Usuń
  10. Też widuję mnóstwo żurawi na łąkach i polach podczas rowerowania, ostatnio nawet jeden dumnie przeciął mi drogę i musiałam zwolnić żeby go nie przestraszyć i przy okazji nacieszyć się spotkaniem. Taka maruda jako towarzysz czegokolwiek to najgorsze co może być bo zepsuje i humor, i cały spacer. Zatem lepiej albo tylko z Luką albo z kimś już sprawdzonym.
    Nie dopuszczam do siebie myśli, że wojna opanuje też inne kraje, nie i koniec, tej myśli będę się trzymać żeby nie zwariować. Myślałam że pandemia była końcem świata a tu nagle rzeczywistość wyciągnęła naprawdę ciężkie działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pandemia zniknęła z mediów i jednocześnie jak widać zniknęła z życia. Nawet 2 mln nie zaszczepionych uchodźców nikomu niestrasznych - to sarkazm z mojej strony, bo pandemii się nie bałam, ale zagrożenia się boję, bo nie wiadomo, co wariatowi przyjdzie do głowy, choć jak widać wcale on nie wariat-niedźwiedź, a wariat-szczur:)

      Usuń
  11. Planowałam odwiedzić Grodzisko Żmijowiska i umieścić je w e-booku o Lubelszczyźnie. Wspomnę o nim, bo to ciekawe miejsce, ale z odwiedzinami zaczekam, aż zostanie przeniesione. Moim takim marzeniem jest Mięćmierz, nie wiem, czy przypadkiem nie chodziło Ci o widok na Wisłę właśnie z tej okolicy. Podjęłam nawet próbę dostania się tak pieszo z Kazimierza, ale było gorąco (początek czerwca) i też miałam taką zrzędzącą partnerkę w podróży - moją mamę, a drugi zrzędzący turysta - mój tata, został z psem na bulwarach jeszcze w Kazimierzu, więc po jakimś czasie zawróciłyśmy, ale ja tam się dostanę! Nie ma bata, że nie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz Żmijowisko zalane wodą wygląda malowniczo, ale nie nadaje dla masowej turystyki. A pisząc o skarpie mialam na myśli Dobrską.

      Usuń
  12. Jestem pod wrażeniem tej chatki - jest piękna, taka w zalipowskim stylu(chociaż wcale tam się nie znajduje). Sama z chęcią bym w takiej zamieszkała. Niebo utrwalone na pierwszym zdjęciu też mi się podoba - działa na wyobraźnię. Działam w wolnych chwilach w punkcie dla uchodźców z Ukrainy i właśnie jesteśmy na etapie szukania dla nich pracy. Sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za pracę w wolontariacie, trzeba mieć mocne nerwy. Tyle nieszczęścia w jednym miejscu i nie mozna mu zaradzić. Czytam artykuły o pomocy uchodźcom w Przemyślu i płakać się chce z żalu i ze wzruszenia, jak ludzie sami z siebie bez rządowego nadzoru pomagają nie szczędząc czasu i środków. Bohaterowie codzienności.

      Usuń
    2. To prawda, nie jest łatwo, ale warto, chociażby dla uśmiechu choćby jednego z tych dzieci. Jeszcze nie czuję się bohaterem-nie jestem w stanie przygarnąć do siebie rodziny, dlatego pomagam w innych formach. Pozdrawiam

      Usuń
  13. kilka dni temu mieliśmy problem z e-legitymacjami, był też problem z jednym z banków, bo nie dało się zalogować nawet przez tokeny zwane tutaj "dosa". Przyszło mi do głowy, że to może być atak.
    To prawda, że żyjemy w ciekawych czasach, ale też wolałabym tę nudną stabilizację.
    Boję się, że ta wojna się tak szybko nie skończy, wbrew temu co się nam tak usilnie wmawia. Nie podoba mi się śmieszkowanie z Rosji, Putina i jego armii. Boję się, że lekceważymy go...
    Nie podoba mi się wysyp informacji o ukraińskich babciach strącających ruskie drony słoikiem ogórków. Zbyt wiele ich jest, im więcej tym coraz bardziej wietrzę propagandę niż prawdę.
    trolla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już od jakiegoś czasu się mówiło, że teraz prawdziwa wojna odbędzie się w przestrzeni cybernetycznej. Wystarczy odciąć internet i nic nie będzie działało. Nawet nie trzeba strzelać. Bez internetu nie będzie prądu i wody, ludzie poduszą się w metrach, poumierają w szpitalach, zamarzną w zimnym klimacie, udusza się w gorącym, trup słałby się gęsto, szczególnie w miastach. Ratunkiem jest zamieszkać na wsi:))
      A tak realniej, można się spodziewać coraz częściej ataków na infrastrukturę, Putin też zatrudnia hakerów.
      Spróbuj sobie uświadomić fakt, jak prawdziwa prawda podziałała by na ludzi. Prawda boli. Ludzi w obliczu wojny ratują dobre wiadomości oraz żarty z wroga. Zobacz, jak media i rządy manipulowały ludźmi w sprawie koronawirusa. Głupi wierzył we wszystko jak leci, mądry odsiewał fałsz i propagandę. Tak trzeba i teraz. Skoro.powstala taka psychoza z powodu jednego z licznych wirusów, to gdyby media szły tym samym wzorcem, połowa Polaków już by pakowała walizki, a druga kopałaby schrony. Morale podnosi się dobrymi wieściami.

      Usuń

Chyba kończy się zima (yupiiii..;) Przedwczoraj było jeszcze nieco pochmurnie, jak niżej, ale powali już topnieje śnieg, którego nasypało w ...