Nad morzem, jak to nad morzem. Dużo piasku, dużo wody, duże ceny. Pogoda była całkiem niezła, to znaczy niezbyt gorąco, ale sucho czyli bez deszczu. Raz bardziej wietrznie, raz mniej. Pobyt mijał nam na króciutkich spacerach żółwim tempem (jedna osoba miała problem z nogami, jak się okazało), na spaniu (o 22.00 wszyscy w łóżkach, ale na szczęście miałam ebooki) i na wysiadywaniu na plaży, bo morze takie piękne. No piękne, nie da się ukryć. Pobyt nie na mój temperament. Czasem jednak trzeba się polenić, ale raz na rok wystarczy:) Jeśli następnym razem pojadę nad morze, to już swoim tempem. Czyli sama, bo kto za mną nadąży:)?? Pobyt zaliczam mimo to do udanych, choć niedosyt został.
Morze, morze i ... już w domu
Nie do wiary, to już lato
Skończył się czas rzepaków. Chyba będzie lato.
Są już truskawki. Jagoda kamczacka w pełni sezonu, jagódki słodziutkie zjadam prosto z krzaka. Letnie ciuchy zajęły główne miejsce w szafie. Zaraz będę się pakować. Jadę nad morze, z innym towarzystwem, dla odmiany takim, co wyróżnia się domatorstwem, więc w tym przypadku może się okazać, że do restauracji nie pójdziemy ani razu:)
A mnie się marzy złoty środek:) We wszystkim.
Pogodnego czerwca.
Niedzielne ubranie
Dziś piątek, ale ja, jak ten indyk, już myślę o niedzieli. Niedziele mam ostatnio pracujące. Kiedy jednak sprzątałam szafę, ze zdumieniem zauważyłam, że mam takie ubrania, których nie nosiłam już ze dwa lata, bo są takie... niedzielne:) Nie nadają się na wycieczkę ani na spacer z psem, na spotkanie z koleżanką zbyt szykowne. Którejś wolnej niedzieli jeżdżąc rowerem zajechałam do naszej małomiasteczkowej lodziarni słynnej na całe województwo. I zauważyłam, że wiele osób było w takich właśnie ubraniach, które nazywam "niedzielnymi". Panowie na sztywno, spodnie z kant, czarne buty, koszule zapięte pod szyję. Kobiety w błyszczących bluzkach, ciemnych spódnicach, w sukienkach z koronkami, w ciemnych czółenkach, szykowne żakieciki itp. Dzieci w błyszczących lakierkach, chłopcy jak kopie tatusiów, dziewczynki w białych rajstopkach i sukienkach z falbankami, w różowych sweterkach. Przyznam, że wszyscy wyglądali trochę zabawnie tak wystrojeni, z kapiącymi lodami w waflach, na plastikowych krzesełkach swobodnie ustawionych na chodniku, na tle starych podniszczonych kamienic. Sztucznie i jakoś tak całkiem nie z tej bajki. A ja w bluzce rowerowej i getrach do kolan. Też do nich nie pasowałam, a oni do mnie:) Czy to cecha prowincji, że na niedzielę trzeba się wystroić ? Przemyślałam, gdzie ja kiedyś w te ubrania się ubierałam. Do restauracji na wieczór. Na imprezę towarzyską. Na święta. Przecież teraz też są takie okazje, a ubrania wiszą... chyba mam ich po prostu za dużo:) No i wiszą nieużywane wszystkie te, w których chodziłam do pracy. Teraz "chodzę" do pracy w dresach:) W tym roku w biurze byłam może z pięć razy, w tym trzy dni, kiedy szkoliłam nowych kierowników. Mam nadzieję pracować zdalnie jak najdłużej, bo cena paliwa jest porażająca - prawie 7,50 za litr, a to pewnie nie koniec podwyżek. Chyba ubrania jeszcze trochę czasu spędzą w szafie.
A propos podwyżek - dostałam 500 pln brutto, żaden majątek, ale w dzisiejszych czasach każda setka się liczy. Gaz w butki podrożał równe 100% w czasie kilku miesięcy. Jeszcze pod koniec grudnia płaciłam 55 pln, a teraz 112 pln. Benzyna od grudnia poszła w górę o 50%. Mleko 0,5%, które piję litrami poszło w górę z 2,19 pln na 3,10 pln. I tak sobie można wymieniać i wymieniać... Dobrze, że nie mam na utrzymaniu gromadki dzieci, bo chyba przyszłoby się załamać. Młodsza po otrzymaniu podwyżki kredytu hipotecznego zaczęła lamentować, że coraz mniej zarabia. Podjudziłam ją, żeby poszła do kierownika to wyjaśnić. I okazało się, że od stycznia czyli od czasu polskiego nie-ładu źle jej obliczają wynagrodzenie. Za sam tylko kwiecień nie dopłacili jej 700 pln. Wina systemu elektronicznego! Jakby się człowiek pomylił, to by mu pojechali do premii, a tak można zwalić na program do liczenia:) Mają jej wyrównać za pierwszy kwartał z majową pensją, liczą o ile się wtedy pomylili.
Dużo dzieje się w ogrodzie. Jak co roku będziemy mieć ptasie dzieci:)
Trzeba by wykosić trawnik zwany przeze mnie ugorkiem, ale jakoś nie mam serca:)
A, i jeszcze mi się coś przypomniało. Co nie otwieram strony www to mi wpada reklama rządowego programu Czyste Powietrze. W końcu - ponieważ będę wymieniać kaloryfery w czerwcu - zajrzałam na stronę i ucieszyłam się, bo mogłabym dostać dopłatę i to nawet 4500 pln. A jak wymienię piec c.o. na taki załóżmy za 15 000 to jeszcze 3000 dostałabym. Jako człek stojący mocno na ziemi, zaczęłam szukać, jakie warunki trzeba spełnić. I proszę bardzo, voila! "1. Beneficjenci to osoby fizyczne, które łącznie spełniają następujące warunki: (...) 2) przeciętny miesięczny dochód na jednego członka jej gospodarstwa domowego nie przekracza kwoty: a) 900 zł w gospodarstwie wieloosobowym, b) 1260 zł w gospodarstwie jednoosobowym, lub ma ustalone prawo do otrzymywania zasiłku stałego, zasiłku okresowego, zasiłku rodzinnego lub specjalnego zasiłku opiekuńczego(...)
Rozumiecie ? Beneficjent musi być w stanie ubóstwa, aby np. z potrzebnych 20 000 dostać max. 7500. Resztę czyli 12 500 musi zabezpieczyć ze swojego dochodu max do 900 pln (brutto oczywiście!) Jak się tak określi odbiorcę dofinansowania do tak proekologicznego programu, to nic tylko reklamować ! I tak nikt nie skorzysta. Co za hipokryzja! Znów obrzydzenie mnie wzięło na ten rząd, więc będę kończyć:)
Udanego popołudnia
Chyba kończy się zima (yupiiii..;) Przedwczoraj było jeszcze nieco pochmurnie, jak niżej, ale powali już topnieje śnieg, którego nasypało w ...


















