Niedziela. Wolna od pracy. I potwornie wietrzna. Już sobotni wieczór zapowiadał taką pogodę, gdy wychodziłam z psem obserwować jasną Venus. To pora, kiedy jest doskonale widoczna na zachodnim niebie. Tak to było widać, prawie identycznie, choć zdjęcie nie moje, a pochodzi ze strony NASA.

Nie spałam do 4.00 nad ranem, najpierw dlatego, że oglądałam serial, potem czytałam książkę, a potem z przerażeniem patrzyłam na ogromne świerki otaczające dom, które pod naporem wiatru chwiały się jak trawy wydając niepokojące dźwięki. Wiatr porozrzucał po ogrodzie krzesła ogrodowe, przewrócił stół do góry nogami. Po ciemku z latarką pozbierałam sprzęty, zabezpieczyłam pod ścianą, donice z posadzonymi w sobotnie popołudnie kwiatami zaniosłam pod schody od zawietrznej. Kawałki gałęzi latały na wietrze, co i raz uruchamiając oświetlenie zewnętrzne czułe na ruch. Na zachodnim niebie, od strony miasta odległego o 25 km, niebo było jasne, jakby słońce wschodziło po niewłaściwej stronie świata. To powietrze było tak czyste i wolne od jakichkolwiek zakłóceń, że przewodziło światło miejskie na tak daleką odległość. Nie mogłam zasnąć w tej atmosferze. Nawet jakieś plany miałam na niedzielę, ale kiedy wreszcie wstałam po 9.00 po kilku godzinach snu, byłam wykończona. Wiatr huczy nadal, ale chmury już się przewaliły, niebo jest błękitne i świeci słońce. Tylko ten przenikliwy ziąb...

Może jak się uciszy, to zrobię krótką wycieczkę po okolicy. Tymczasem kontynuuję oglądanie serialu "Muzeum niewinności". Przeczytałam książkę Orphana Pamuka pod tym samym tytułem chyba zaraz po jej wydaniu w 2010 roku, choć wydaje mi się, że to było wieki temu, i pamiętam ją do dziś. Rzadko która książka zapada mi w pamięć na długo, a czytam ich mnóstwo. Niesamowita historia obsesyjnej miłości, gdy nic w życiu poza ukochaną się nie liczy, ale która nie daje szczęścia. Bohater, Kemal, dla ukochanej Fussun zrobiłby wszystko, byłby na każde jej skinienie, oprócz jednego - nie rezygnuje z planów małżeńskich z inną kobietą. W zamian oczekuje tylko wzajemności od ukochanej. Ale ona znika, a narzeczona, upokorzona i zniesławiona (to muzułmańska Turcja!) opuszcza Kemala. Kemal o narzeczonej szybko zapomina, a Fussun nie. I gromadzi przez całe życie drobne codzienne przedmioty, jakie ona miała w ręku lub które należały do niej. Niedopałki papierosów. Kawałek tapety z jej pokoju. Zepsutą zabawkę z jej dzieciństwa...
zdjęcie to oraz poniższe ze strony pl.museumpass.istanbul/
Przeczytajcie, choć to ponad 750 stron, a na 728 stronie powieści "Muzeum Niewinności" znajduje się bilet. Upoważnia on po okazaniu w kasie do darmowego wstępu do prawdziwego Muzeum Niewinności w Stambule. Pamuk pisząc książkę zbierał, tak jak jego bohater, te wszystkie przedmioty, o których pisał w powieści, potem kupił za 1.5 mln dolarów kamienicę w Stambule na rogu ulicy Çukurcuma i Dalgıç Çıkmazı 2 i urządził tam na 4 kondygnacjach prawdziwe Muzeum Niewinności.
Muzeum Niewinności Pamuka jest realną wersją muzeum opisanego w powieści, które urządził Kemal poświęcając je ukochanej Fussum. Niesamowita historia:) W Muzeum są egzemplarze powieści i można usiąść i je czytać. W 2014 roku muzeum to uzyskało tytuł Europejskiego Muzeum Roku za kreatywność.
W allegro książka "chodzi" po ponad160 pln, w księgarniach nie ma od lat, ale zapewne jest w bibliotekach. Można też obejrzeć świetny 9-odcinkowy serial, jest na platformie na N. To tegoroczna produkcja, na bardzo dobrym poziomie, mimo, że dostępna właśnie na N. Zdjęcia kręcono także w stambulskim muzeum Pamuka. Jeśli was pogoda też nie wypuszcza z domu, zacznijcie już dzisiaj, szczerze polecam.

Książka, a właściwie poruszony w niej problem obsesji zaistniał także w moim życiu. Chyba. Pewnie już nikt nie pamięta mojego 7-letniego związku z MMŻ, który zakończył się w 2009 roku. Potem była przerwa w jakichkolwiek kontaktach, widzieliśmy się chyba około 2014 roku, gdy nieoczekiwanie odwiedził mnie w pracy. On się w 2011 ożenił, nawet zaproszenie na ślub dostałam, ale oczywiście nie byłam, nie interesował mnie już, stał mi się obojętny, żadnej wrogości do niego jednak nie czułam. Co kilka lat jednak się przypominał. Okresami dzwonił regularnie, pisa smsy, szukał kontaktu, namawiał na spotkanie. Odmawiałam. Potem znów następowała cisza. I tak co jakiś czas się to powtarzało, grzecznie, kulturalnie, niby na wesoło, ale z aluzjami do przeszłości ... On się rozwiódł, potem znów ożenił i znów rozwiódł... Regularnie przysyłał mi życzenia na święta, urodziny itp. na miejski adres. Ja do niego nigdy nic nie wysłałam, nie zadzwoniłam ani razu. W 2024 roku kontakty nasiliły się. Przyjacielski, życzliwy, przemiły, uwodzicielski, wydzwaniał prawie codziennie. Pisał także każdego dnia, na smsy odpowiadałam z powściągliwością i to nie zawsze i nie na każdy. Przysyłał bez uprzedzenia drobne prezenty inpostem, chciał mnie odwiedzać. Na szczęście nie znał mojego obecnego adresu. To trwało około 7 miesięcy. Był tak namolny i tak odporny na moje odmowy, braki odpowiedzi i nieodbieranie rozmów, że któregoś dnia zaproponowałam, żebyśmy się spotkali na neutralnym gruncie, aby się przekonał, że między nami nic nie ma i być nie może, że minęło prawie 20 lat i pora wreszcie usunąć swoje numery telefonów z listy kontaktów. No i spotkaliśmy się. Po mojej stronie zero, null, obcy człowiek. Niby nadal przystojny, ale jednak zmieniony, nie tylko czas zrobił swoje, zmienił się także mentalnie; fakt, iż patrzyłam na niego jak na obcego sprawił, że chciałam uciekać. A on... oczy mu się zaświeciły, jak młodemu chłopakowi, tydzień po tym beznadziejnym spotkaniu stwierdził, że nadal mnie kocha, a te dwie żony to była pomyłka. Pozbycie się niechcianego adoratora trwało trzy kolejne miesiące na skutek telefonicznej awantury, jaką mu zrobiłam i nieodbierania połączeń przez ponad tydzień i zablokowania smsów od niego. Odetchnęłam. Do wczoraj. Namierzył mnie na jednym z komunikatorów, trzy wiadomości. W jednej zarzut, że się nie odzywam. I nie zamierzam, zablokowałam go. Pocieszeniem jest to, że mieszka na drugim końcu Polski i mam nadzieję, że mnie nagle nie nawiedzi, bo wtedy to już naprawdę szlag mnie trafi. Zawsze był wobec mnie w porządku, to znaczy był serdeczny, miły, kulturalny, wciąż mnie komplementował, podziwiał za byle co, zapewniał o swoich uczuciach z przekonaniem, nie czułam się zagrożona nawet przez moment, ale dla mnie ta sytuacja była tak dziwna, całkiem jak z kosmosu i przede wszystkim nie wywołała we mnie uczuć, jakich on oczekiwał, i od początku była dla mnie balastem. Myślę, że on nie jest szczęśliwy w życiu, że nigdy nie był, może oprócz tych lat, kiedy byliśmy razem, ale ja nie jestem dla niego lekarstwem na zło świata, który go otacza ani na jego samotność. Obawiam się tej jego obsesji.
No i tak to...wygadałam się, to teraz wrócę kontynuować oglądanie serialu:)
Groźna pogoda, mająca tez wpływ na samopoczucie meteopatów...
OdpowiedzUsuńNiesamowita historia w książce i realu, nie znałam, ale nie mam szans wykorzystać biletu:-)
Liczba stron mnie nie przeraża, byle ciekawa była!
Życie pisze niesamowite scenariusze, spokoju Ci życzę, bez wichur!
Jeśli masz netflix, to tam znajdziesz serial, jest bardzo dobry i na poziomie i ma świetny podkład muzyczny. A pogodowo... cóż, właśnie lecą z nieba śnieżne krupy:)
OdpowiedzUsuń