Na ten weekend szykowałam się od dwóch tygodni. Zaplanowaliśmy wyjazd w słowackie góry. Ale pogoda spłatała figla. Nastała zima w zimie. Zasypało nas porządnie, lokalne drogi białe, zaspy ponad półmetrowej głębokości, ślisko i mroźno. Z mediów dochodzą niepokojące wieści o zablokowanych drogach i braku przejezdności.
Wczoraj dwie godziny odśnieżałam podwórko, aby móc wyjechać autem. Na szczęście lubię tę robotę. Każdy z nas osobno i wszyscy razem co godzinę sprawdzaliśmy pogodę na trasie i w miejscu noclegu. Pani od kwater pisała, że dojazd do jej domu jest, ale drogi białe. Pod wieczór już było wiadomo, że w góry nie pójdziemy z powodu zagrożenia, w końcu jesteśmy amatorami, i pozostanie jedynie spacer w miasteczkach u podnóża. Prognozy wskazywały w tym miejscu mróz 15 stopni i wiatr. Już po godz. 22 zapadła decyzja - przekładamy na inny termin. Trochę mi szkoda, ale nie ma co ryzykować, w końcu to dość daleko od nas, a pojechać i siedzieć w knajpie lub na kwaterze, to żadna atrakcja.
Zatem zamiast wstawać o 3 rano, wstałam o 10.00:) Godzinny spacer z psem pozwolił dotlenić się, potem narąbałam drewna, zjadłam na śniadanie placuszki z bananami i... nic nie robię:) Znaczy, będę czytać i może obejrzę serial o kobietach-kowbojkach:)
Dajecie wiarę, że o takim małym owadzie jak komar można napisać taką grubą książkę ??? Ma 560 stron! Planuję się z nią zmierzyć, póki nie ma sezonu na komary:)
Przechodziłam dziś koło takiego starego domu, nieco na uboczu. Właściwie stoją tam dwa stare domy, drewniane, naprzeciwko siebie po dwóch stronach drogi. Wiosną jeden z nich kupił jakiś mężczyzna i powoli porządkuje otoczenie. Ogrodził, wywiózł stare graty z podwórka, coś tam robi. W tym drugim od lat mieszkała starsza kobieta. To kawałek ode mnie i nie po drodze nigdzie, więc nie znam jej, widziałam ją może trzy razy od czasu jak mieszkam na wsi. Szłam z psem do rzeki koło jej domu i zauważyłam wczorajsze ślady od domu pana do domu kobiety, ślad prowadził najpierw do drzwi wejściowych, potem naokoło domu do okna, wyglądało jakby stał chwilę pod tym oknem, bo było nadeptane śladów, i potem z powrotem do domu pana. Na podwórku żadnych śladów. Kiedy wracałam, w pobliże domu pani podjechało auto osobowe na warszawskich numerach, chyba syn z żoną. Pod dom nie da się podjechać, tak zasypane. Widziałam, że weszli do domu. Poszłam dalej i od razu wyobraźnia się rozhulała. A co, jeśli wczoraj sąsiad nie widząc ruchu/światła w domu sąsiadki poszedł sprawdzić czy wszystko w porządku, stukał do drzwi, nikt mu nie otworzył, zaglądał przez okno, pukał i nic ? Więc powiadomił syna, żeby przyjechał zobaczyć, co się dzieje ? Może pani chora, a może... umarła ??? Ciarki mi przeszły po plecach. Może fantazjuję... a może nie ?... brrr! Dobrze, że moje dzieci dzwonią do mnie codziennie, a wścibska sąsiadka puszcza "żurawia" na moje podwórko:)








Lepiej fantazjować, niż zlekceważyć, podobno kilka osób zmarło z wychłodzenia.
OdpowiedzUsuńZ tego samego powodu i my odłożyliśmy podróże, bo przy tych temperaturach, to strach gdzieś utknąć...
To nie wyobraźnia tylko zwykła empatia. Nawet gdyby alarm był fałszywy to lepsze to niż obraz podsuwany przez wyobraźnię. Jak zwykle zachwycasz zdjęciami.
OdpowiedzUsuńTo nie pogoda na dalsze podróże, chyba że do ciepłych krajów. A poza tym „ co się odwlecze, to nie uciecze”.
OdpowiedzUsuńByć może z sąsiadką wszystko jest w porządku, ale cała sytuacja bardzo dziwna i niepokojąca.