Koncert i po koncercie

Styczeń to czas świątecznych i noworocznych koncertów. Regularnie chodzę do filharmonii, przynajmniej raz w miesiącu, ale także i do innych przybytków kultury oferujących taką rozrywkę. W grudniu pojawił się koncert noworoczny, filharmoniczny, ale poza filharmonią. Można było rezerwować bilety mailowo, pod warunkiem, że odbierze się w ściśle określonym terminie. Zarezerwowałam. Dwa dni przed terminem odbioru otrzymałam ponaglającego maila. Odpisałam, że oczywiście odbiorę w WYZNACZONYM  terminie, ale dopiero w ostatnim dniu, bo się moje godziny pracy pokrywają z godzinami punktu obsługi widza i mam tylko ten jeden możliwy termin. W umówionym dniu, na godzinę przed zamknięciem punktu zjawiłam się po bilet. Odniosłam wrażenie, że pan obsługujący był z tego powodu bardzo niezadowolony. A maila zamawiającego pani ma ? Miałam. Gdzieś poszedł. Wrócił. A maila potwierdzającego pani ma ? Miałam. Znów gdzieś poszedł. Już się zaczynałam wnerwiać. Wrócił. To na listę proszę się wpisać. Na jaką znów listę?? No, że pani dostała bilet. Jeszcze nie dostałam - mówię. A, no racja. I znów poszedł! Po 5 minutach wrócił z biletem. Minę miał bardzo niezadowoloną. Wydał mi w końcu ten bilet. Jak przed koncertem pod drzwiami zobaczyłam ten dziki tłum, to pomyślałam, że chyba mój bilet komuś obiecał z nadzieją, że nie odbiorę. Niektórzy stojący pod drzwiami to myśleli, że bilet dostaną przed koncertem, a one wszystkie były rozprowadzone jeszcze przed świętami. 

Koncert był nawet fajny. Miałam dobre miejsce,  trzeci rząd z przodu. Pani sopranistka, pan bas, taki wielki chudy drągal, świetna skrzypaczka i orkiestra w świątecznych sweterkach w mikołaje i reniferki, która przyjechała ze stolicy:) Pani prowadząca koncert bardzo charyzmatyczna, cały czas uśmiechnięta, mówiąca płynnie i bez zająknienia, ale bardzo naturalnie. Zadziwił mnie jednakże jej look. To chyba brzydko tak obmawiać cudzy wygląd, ale muszę się z Wami podzielić moim zdziwieniem:) Pani miała taką damską treskę, doczepkę czy jak to się tam nazywa. Nie wiedziałam, że kobiety to jeszcze noszą w taki sposób, jak ta pani! Swoje gładkie proste włosy miała całe zgarnięte do góry, czyli odsłonięty kark i skronie, a na czubku głowy upięte to coś, strasznie kręcone i puszyste i niestety w innym odcieniu niż jej włosy własne (a raczej jej własne farbowane). Okropnie to się w sztucznym świetle odznaczało. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że położyła sobie na głowie gniazdo i bałam się, że jej to spadnie:) Na szyi miała wielki ciężki naszyjnik, a na ramionach szeroką futrzaną etolę. Tylko, że pani miała dość atrakcyjnych rozmiarów biust i ta etola jej się na tym biuście ułożyła i pani stała się okropnie szeroka i obfita u góry. Za to sukienkę miała tak obcisłą i błyszczącą, że odznaczał się każdy wałeczek i dość sterczący brzuszek, choć była dość wąska w biodrach. Tak się zastanawiam, czy w stolicznej operze nie mają jakiegoś stylisty, kogoś od doboru strojów ? Pani była bardzo profesjonalna i taki powinien być jej strój. No, ale nie był. I choć artystom podobno wiele się wybacza, to jednocześnie sporo się oczekuje. Natomiast pani sopranistka i pani główna skrzypaczka odziane były pięknie i gustownie.

Jednak moje serce na tym koncercie skradła pani tłumaczka migowa. Nie spodziewałam się, że można migowo tłumaczyć muzykę, a jednak! Nagrałam ukradkiem jej pracę na scenie, ale nie chcę upubliczniać cudzych wizerunków, bo widać na filmie także widzów, więc żeby pokazać na czym rzecz polega, zachęcam do wpisania w YouTube hasła "Tłumaczka języka migowego BBC" i to będzie coś podobnego, choć muzyka inna:) "Nasza" pani tłumaczka miała piękną suknię i energii za troje:) Niesamowita kobieta i niesamowita praca. 

Długiego weekendu nie miałam, bo pracowałam w sobotę i niedzielę, no i ten koncert, więc tylko jeden dzień w całości mogłam przeznaczyć na plenerową wycieczkę i padło na ROZTOCZE Nogi  jeszcze mnie bolą:) Znalazłam przy okazji maszerowania różne ślady zwierząt.

 
Ciekawe, co tak  buszowało w śniegu ?

 
To ślad wiewiórki


A co tędy szło ?

 
I tu jakiś dziwny ślad... Dzik ?

 
To chyba bażant, widziałam ich kilka


A ten duży w cieniu pod świerkiem czyj ? Bo te dwa małe to mojego 18-kilowego psa, który ślad wywąchał. Kto tam szedł, wilk czy inny duży pies ?

Koniec laby, trzy dni do pracy i następna wyprawa. Pozdrawiam zaglądających i dziękuję, że jesteście:)

9 komentarzy:

  1. Wstyd mi, bo mało bywam, ale jakoś się nie składa...czasami trafiam na lokalne koncerty lub ciekawe wystawy.
    Twoje zdjęcia przypominają nasz wczorajszy spacer, mimo mrozu zaliczyliśmy długi spacer, także za miasto , a tam mnóstwo tropów, od ptasich poprzez sarnie i chyba zajęcze, po psie różnej wielkości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię chodzić na koncerty, bo jednak muzyka poważna na żywo to całkiem co innego niż muzyka "sztuczna" z płyt czy mediów. Mam kartę mieszkańca i kupuję bilety ze sporą zniżką, z wyprzedzeniem wybieram koncerty. Na większość z nich mam też towarzystwo, praktycznie do końca kwietnia jestem zaopatrzona:)
      U nas dziś sypie obficie, jest biało i gładko, taką zimę to nawet czasem lubię:)

      Usuń
  2. Na śniegu czyta się jak w otwartej księdze- pod warunkiem, że zna się ten specyficzny zwierzęcy alfabet.
    A wszelkiego rodzaju koncertów zawsze bardzo Ci zazdroszczę / nie mylić z zawiścią!😂/, bo nie mam takich możliwości.
    Pięknie żyjesz. Na swoich warunkach. Podziwiam to!👍🏻👏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co oznacza ten brak możliwości, więc nie podpowiem, jak na to zaradzić, moja bratowa też tak mówiła (kobieta 77 lat), ale kiedy zaproponowałam, że będę po nią jeździła autem (30 km w jedną stronę) i wybierzemy te koncerty, gdzie cena jest atrakcyjna (a są takie) i na dokładkę ulgowa dla emerytów, to regularnie od tego czasu razem chodzimy, bo bardzo jej się spodobało.

      Usuń
  3. Widzisz, kazdy zna swoje możliwości- czasem chodzę do tutejszego Domu Kultury, czasem załapię się z kimś do kina / w moim miasteczku nie ma/, pozostają książki… chciałoby się więcej i częściej. Ale trzeba się cieszyć i z tego, co jest.🙂

    OdpowiedzUsuń
  4. Koncerty ! To jest to ! Jeśli będziesz miała okazję to wybierz się na 10 Tenorów! Świetna sprawa ! A ja w piątek się wybieram z małżonkiem na koncert ballad Cohena.

    OdpowiedzUsuń
  5. O, czyli kochasz to, co ja :) Ostatnio, zaraz po świętach byłam na koncercie Małej Armii Janosika. Uroczy! Pozdrawiam, Pola

    OdpowiedzUsuń

Koncert i po koncercie

Styczeń to czas świątecznych i noworocznych koncertów. Regularnie chodzę do filharmonii, przynajmniej raz w miesiącu, ale także i do innych ...