Odwykłam od pisania bloga, choć zaglądam po cichu na dawne zaprzyjaźnione. Nie komentuję, bo nie wiem, czy ktoś, może oprócz 2-3 osób, jeszcze mnie pamięta. Wiele innych blogów też milczy od miesięcy. Czy blog to już przeżytek ? Jest tyle innych sposobów na komunikowanie się... A czasem chce się pobyć samemu, bez zawracanie komuś głowy. Dziś zostałam zmotywowana przez jedną blogowiczkę, która u siebie napisała: "chyba już tu nikt do mnie nie zagląda". Była w błędzie, ja zaglądałam na bieżąco. No i pomyślałam, że sprawdzę u siebie. Oczywiście zaglądały boty. Ale w grudniu 2025 roku tę stronę, na której od ponad roku jest tylko archiwum, odwiedziło ponad 500 razy ileś tam osób, które wchodziły tu z innych blogów. Dziękuję! Chyba jednak ktoś mnie pamięta..?:)
U mnie raczej po staremu... Mieszkam, gdzie mieszkałam. Pracuję, gdzie pracowałam. Kotów nadal trzy, pies nadal jeden. Wnuków mi przybyło - razem jest ich sztuk 5, w tym 2 chłopy i trzy dziewczyny. Najmłodszy kawaler ma 7 miesięcy. Wciąż te same przyjaciółki, wciąż ci sami znajomi. Tak samo jak w poprzednim roku odgrażam się, że przejdę na emeryturę, ale jakoś mi to nie wychodzi:) Jak się tak zastanowić, to był to bardzo stabilny rok. Nie ma co narzekać.
Z nowości: wreszcie po 10 latach zastanawiania się zrobiłam w sypialni drzwi na malutki tarasik. Drzwi są, podłoga tarasiku jest, nie ma balustrad, będą robione dopiero wiosną. Co prawda otwór drzwiowy wybijał fachowiec i on instalował futrynę i drzwi, ale to ja wywiozłam 21 taczek gruzu, własnymi rękami! I choć mięły już od tego czasu 3 miesiące, to pamiętam ten trud. Oczywiście miałam zamówiony sprzęt do wywozu, ale "jechał" do mnie chyba ze cztery dni i zawsze coś mu stawało na przeszkodzie, więc wypięłam się i ręcznie w ostatnim dniu przed wyjazdem do Turcji pozbyłam się ton cegieł i cementu (mamy we wsi takie miejsce, gdzie potem powstaje z tego tłuczeń).
Miałam też w tym roku pewną znajomość damsko-męską, pan mocno zainteresowany, moim zdaniem aż za mocno, ale z mojej strony zaledwie było ciepło i po 4 miesiącach znajomości temperatura uczuć po mojej stronie raczej opadała niż zwyżkowała, wiec pożegnałam pana, nie ma co siebie i kogoś oszukiwać. Chrapał niemożebnie, nie mogłam tego znieść:) I był jakiś taki... dziwnie drobiazgowy, choć starał się z tym ukrywać. I miał lęk wysokości, więc ani z nim w góry ani na wieże widokowe. Natomiast kanałów w tv miał chyba z 500 albo więcej... :) Dobrze gotował, ale to za mało:)
W 2025 roku Turcja to był mój nowy kierunek, odwiedzony po raz pierwszy i jest to 24 kraj, jaki odwiedziłam w życiu. W tym nowym 2026 roku będzie kolejny: objazd po Tunezji. No i oczywiście znowu Portugalia, bo w sierpniu wybieram się na piesze Camino, w pojedynkę, indywidualnie. Do powtórzenia Włochy w marcu i Ukraina w maju. Kalendarz już gęsto zapisany terminami kolejnych krajowych wycieczek, licznych rajdów i koncertów, najbliższe w niedzielę i we wtorek.
Czytelniczo ostatni rok był bardzo dobry, przeczytałam 129 książek!
Witaj znowu! Mam nadzieję, że tym razem na dłużej zagościsz w blogoswerze.
OdpowiedzUsuńMiło Cię tu widzieć, dzień dobry:)
UsuńZaglądam, czytam, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, powodzenia w nowym roku:)
UsuńZ ogromną przyjemnością przeczytałam jak minął Ci rok, wiele się działo :)) Zazdroszczę tak intensywnych podróży, tyle zwiedzonych krajów... niesamowity wynik, wspaniałe wrażenia, piękne wspomnienia :)) Podziwiam kolejne podróżnicze plany... a szczególnie wyjazd na Ukrainę, nie obawiasz się? W ogóle jesteś niesamowicie dzielną kobietą, samotne piesze wyprawy to jest naprawdę coś :))
OdpowiedzUsuńDużo szczęścia w Nowym Roku, niech wszystkie Twoje plany spełnią się i dadzą dużo radości. Na kolejne posty na blogu czekam, będę zaglądała z ciekawością :)
Pozdrawiam serdecznie, Agness:)
Dziękuję za miłe słowa i życzenia. U Ciebie też cisza, ale mam nadzieję, że dobrze się układa. Szczęśliwego nowego roku!
UsuńMam nadzieję, że blogosfera nigdy nie stanie się przeżytkiem. Pamiętam jak kiedyś prężnie żyły fora tematyczne, oj tam to się dopiero rozpisywało... a dyskusje z innymi forumowiczami przeszły do legend.
OdpowiedzUsuńFora upadły, a blogi trwają nadal. (Zaczęły się w tej samej epoce).
Blog to moim zdaniem najprostsza (i ciekawa) forma upływu naszych emocji, często blog bywa terapeutyczny. Jest też alternatywą dla zainteresowań, jeżeli niekoniecznie chcemy zakładać stronę internetową.
W blogosferze rodzą się znajomości, które przechodzą do reala.
Prowadzę trzy blogi, na jeden nie zagląda nikt. ;)
Choćby największa miłość była, nie zdzierżę chrapania. Śpimy osobno, trudno. ;)
Telewizorowy maniak? Jak od lat telewizji w domu nie mam. XD
Zaciekawiłaś mnie. Co chcesz zwiedzać w Ukrainie podczas wojny?
Aniu, mówisz o Kolorowym ? Czasem zaglądam:) Ty masz tak dużo zainteresowań i jesteś taka zaangażowana, że nie wiem, skąd bierzesz na to czas:) Ja telewizji też nie mam od lat, na telewizorze czasem oglądam zdjęcia w dużym rozmiarze:)
UsuńA co i gdzie porabiam na Ukrainie ? A to: https://veni-vidi-tatiana.blogspot.com/search/label/Ukraina
Jest jeszcze parę górek do zdobycia i parę cerkwi do obejrzenia:)
Przy jednym pobycie rozsyłali w nocy powiadomienia na ukraińskie numery komórkowe, że lecą shahedy, ale zanim doleciały to je zestrzelili, więc nawet alarmu nie było tu, gdzie nocowaliśmy.
Dobrego nowego roku, i cieszę sie, ze jesteś znowu 🙂
OdpowiedzUsuńTak przypuszczałam, że po prostu chciałaś sobie odpocząć od blogowania.
Pozdrawiam serdecznie!
Dziękuję Lucy, do Ciebie zaglądam regularnie, cieszę się, że wpadłaś:) Udanego roku.
UsuńMasz pełen podróży plan na ten rok, ale ja zwróciłam uwagę na Camino i to indywidualne. Myślę że doczekamy się refleksji na blogu. Ja mam raczej plany na krajowe wojaże. Też mnie cieszą.
OdpowiedzUsuńPlanów podróżniczych mam wiele, przeważnie 1-4 dniowe po Polsce, bo Polska jest piękna, ale tez kilka 7-8 dniowych - to te dalsze, bo jak nie teraz, to kiedy ?:) Niestety, trzymają mnie w domu zwierzaki. Na dłużej niż na tydzień nie mogę ich zostawić pod cudzą opieką.
UsuńNa Camino szykowałam się od kilku lat, ale zawsze była jakaś przeszkoda. Wreszcie dojrzałam:) Bilety lotnicze kupione, nie ma odwrotu:)
Wróciłaś :) Piękne podsumowanie roku :)
OdpowiedzUsuńChyba wróciłam:) Właściwie to nie miało być podsumowanie, ale jakoś tak wyszło...:) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.
UsuńCamino zazdroszczę, bo nie wiem, czy mi się w tym roku uda wyrwać choć na trochę. Trasa Portugalska z Porto?
OdpowiedzUsuńNiestety, nie mam możliwości wyrwać się na dłużej niż na tydzień z domu (zwierzęta domowe), więc będzie lot do Porto, przejazd do Vigo i stamtąd pieszo. W Santiago dwa dni, wiec zobaczę, czy na miejscu czy skok na "koniec świata". Nastawiam się na zwiedzanie po drodze i na miejscu. W drodze powrotnej Walencja i do Porto i do domu:)
UsuńCieszę się, że jesteś. Znowu będę mogła poznawać nowe, ciekawe miejsca!
OdpowiedzUsuńWitam serdecznie:) Póki mogę, to się trochę włóczę:)
UsuńPrzymusu blogowania nie ma, ale bardzo się cieszę, że wróciłaś...;o) Odrobina odpoczynku zawsze się przydaje...;o) Ale bez przesady !! ;o)
OdpowiedzUsuńBloguję regularnie tutaj: https://veni-vidi-tatiana.blogspot.com/
UsuńSerdecznie pozdrawiam
Jak to, kto pamięta, z komentarzy wynika, że wiele osób.
OdpowiedzUsuńBlogi, to dla wielu z nas odgromnik, koło ratunkowe, azyl i wszystko razem.
Dobrego roku!
Bardzo dziękuję Jotko za tę pamięć, to bardzo miłe:) Pozdrawiam z nowym rokiem
UsuńWspomniałam kiedyś u siebie, że blogowanie to chyba przeżytek i w odpowiedzi przeczytałam, że może i przeżytek ale zostały elity 🙂. Ja tam lubię to co wyszło z mody, kwalifikuję się jako osoba old schoolowa i dobrze mi z tym.
OdpowiedzUsuńMiło wiedzieć, że u Ciebie wszystko dobrze i tryskasz energią tak jak to zapamiętałam. Niech nigdy nie zmaleje Twoja radość życia. Samych dobrych dni w nowym roku!
Jestem właśnie w Porto, już miesiąc, moja córka pokazała mi nieznane dla mnie zakątki, w Porto zawsze cos ciękawego i nowego się znajdzie..Camino... ja zrobiłam część drogi francuskiej, 300 km...wyszłam z Sainr Jean Pied de Port..część drogi przeskoczyłam i potem z Saria do Composteli..Jeszcze chciałanym kiedyś na Fisterrę, trzeba się spieszyć bo lata lecą...pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńWitaj prawdziwą zimą
OdpowiedzUsuńJa pamiętam. Zaglądałam do Ciebie regularnie, chociaż z czasem coraz rzadziej. Dlatego bardzo ucieszył mnie Twój komentarz.
Mam nadzieję, że w tym roku ponownie będziemy się odwiedzać, komentować...
I podpisuję się pod słowami Jotki.
Życzę Ci wielu słonecznych dni
A ja niedawno Cię odkryłam. I tak bywa, człowiek coś wrzuci w Google, gdzieś wejdzie i nie wiadomo jak trafi😉
OdpowiedzUsuńMnie się dla odmiany zacniło za zwykłymi blogami, takimi o życiu po prostu, bez sprzedawania i linków afiliacyjnych, i ze zdumieniem odkryłam, że jest ich całkiem dużo, a piszą je głównie kobiety w naszym wieku, czyli koło 60. Twój przeczytałam może nie od deski do deski, ale sporo wstecz.