Jeszcze, żeby cieplej było... Ostatnie podrygi zimy w Poleskim Parku, na Spławach, kilka dni temu. Też ładnie, ale paniusi zimie już podziękujemy, fora ze dwora!:)
Stawy w Żabiance
Jeszcze, żeby cieplej było... Ostatnie podrygi zimy w Poleskim Parku, na Spławach, kilka dni temu. Też ładnie, ale paniusi zimie już podziękujemy, fora ze dwora!:)
Co prawda, jeszcze styczeń, ale luty tuż za progiem, minie godzina i wypchnie styczeń za drzwi :) Nie mam nic przeciwko temu, aby był pół wiosenny. A jaki był mijający styczeń ? Całkiem niezły, choć i parę wpadek zaliczył:)
Generalnie czuję się lżejsza i - co za cud natury? - ostatnio wstaję koło 7.00 - czyli w środku nocy - bez budzika. Bo jak wiadomo, kładę się koło 2 w nocy. Czemu lżejsza ? Bo się rozruszałam fizycznie jeszcze bardziej i przy okazji schudłam nieco. Taki efekt uboczny:) Lżej mi też na duszy, bo wiosna idzie, a jak rozgłaszam wszem i wobec, zimy nie lubię.
Wyczaiłam okazję, Storytel za 17,50 pln full pakiet, jestem szczęśliwa, bo moja dotychczasowa aplikacja do audiobooków przestała mnie satysfakcjonować, wszystko z niej co wartościowe już mam przez te kilka lat odsłuchane, a nowości dodają wolniej niż słucham, poza tym dużo jest tam literatury przez malutkie l, co nawet nie wiem, czy literaturą można nazwać, bo chodzi o produkcje niejakiej Świst, Banach, Mirek, Rogozińskiego itp. Nie czytam tego typu książek. Co prawda mam ją za darmo, więc nie likwiduję, ale Storytel mnie na ten moment rajcuje, bo wreszcie mogę sobie do woli posłuchać opowieści Wajraka i pani Iwony Kienzler, którą kocham za jej książki biograficzno-historyczne. Oczywiście książki te można także czytać w postaci ebooka, ale ja do czytania mam mnóstwo papierowych. Te do słuchania są dla mnie idealnym rozwiązaniem na czas prania, sprzątania, jazdy samochodem, spacerów psem i... biegania:) Tak, do biegania. Bo nieco biegam. Zależy od dnia i od pogody: od małej pętelki 2,5 km przez średnią 6,4 km, po dużą czyli 9,8 km. Tylko na tej małej dam radę cały czas biec, na tych dłuższych jest to marszobieg. Zazwyczaj zabieram psa, więc biegnę do czasu, kiedy musze się zatrzymać, aby poczekać na piesę, potem znów trochę biegnę i tak w kółko. Na tę krótką trasę jej nie zabieram. Biegam od dwóch tygodni, prawie codziennie. Mam trzy cele: nabrać kondycji, zrzucić nieco wagi (przez ostatnie dwa tygodnie kilogram mniej) i potrenować do Biegu Rzeźnika:) Mam takie marzenie, aby w czerwcu pobiec w Bieszczadach na 12 lub 16 km:) Oczywiście, jeśli zdrowie dopisze i nie okaże się, że siadły mi kolana lub kostki, które bardzo się przy bieganiu obciążają, a od zawsze to były moje "pięty achillesowe". Na razie trwam w postanowieniu i mam nawet kilkoro kibiców:) Wspiera mnie syn i córka, i synowa, i bratowa, i kolega, i nikt mnie nie zniechęca i nie demotywuje, a nawet wręcz przeciwnie. Jestem im wdzięczna:)
W ostatni weekend byliśmy w Lasach Janowskich na jasełkach w osadzie Kochany. Znów, jak w roku ubiegłym jechaliśmy jakąś dziwną trasą, bo tam trafić jest naprawdę trudno:) Jednak impreza wynagrodziła niedogodności drogi.
Zdjęcia z telefonu, wyszły jakie wyszły:)
Było bardzo wesoło, muzyka, duże ognisko, żywe zwierzęta - osiołki, wielbłądy, konie... drobny poczęstunek... dwie godziny jasełek i herodów. Oczywiście, najbardziej podobał się diabeł:)
Drugiego dnia pojechaliśmy do miasta na spacer i na coś słodkiego. Mnóstwo pięknych kawiarenek, pubów, restauracji. Zszokowała mnie kolejka na deptaku - około 30 osób ustawiło się do okienka pączkarni. Za dużo zachodu, żeby się w tę kolejkę ustawić, ale kiedyś trzeba będzie spróbować tych niewątpliwych pączkowych cudów, choć osobiście ich za bardzo nie lubię.
Chyba kończy się zima (yupiiii..;) Przedwczoraj było jeszcze nieco pochmurnie, jak niżej, ale powali już topnieje śnieg, którego nasypało w ...