Uwaga, będzie długo, przepraszam:)

To nie do wiary, że od ostatniego mojego wpisu minął miesiąc! I Wielkanoc była w tym czasie, ale o tym nawet nie pamiętam, bo jakoś nie przywiązałam do tego święta większej wagi, zresztą pracowałam (z wyboru), żeby mieć wolne w innym terminie. Zaglądającym na blog dziękuję za zainteresowanie i spieszę wyjaśnić, że u mnie wszystko w porządku. Oraz u kotów i u psa także:)

Cieszę się wiosną, radują mnie kwitnące bzy, których zapach wpada do mieszkania przez otwarte okno. Pod drugim oknem tawuła w bieli jak panna młoda w rozłożystej sukni. Przez okno kuchenne mam widok na kwitnący sad sąsiada. W ogródku jeszcze kolorowo od bratków i żonkili, ale powoli kończy się ich pora na rzecz innego kwiecia - coś mi kwitnie obficie na niebiesko, nie wiem co to:) Pod świerkami kwitnący barwinek oraz pachnące konwalie, w szalonym tempie rosną piwonie, a lawenda, choć jeszcze nie kwitnie, to już pachnie przy każdym potrąceniu gałązek. Na działce wyraźne zielone rządki sałat, rzodkiewki, kopru, buraczków... od kilku tygodni mam pierwsze zbiory: pozimowy szpinak, zielona pietruszka i szczypiorek goszczą w codziennym menu. 

W ogródku postawiłam poidła dla ptaków oraz domek dla owadów - czekam na zasiedlenie:) Niestety, odwiedził mnie także bardzo niechciany owad czyli ćma bukszpanowa i dziś jeszcze będę ją zwalczać, bo mi zniszczy mój jedyny bukszpan i chyba przełazi na kalinę, a tego jej nie daruję. Kocham moją kalinę o kulistych ogromnych kwiatach, tak więc wystąpię dziś w roli zabójcy:) Mimo soboty dzień spędzam w domu, bo jestem umówiona na noc muzeów, a jutro pracująca niedziela.


Przez miniony miesiąc odbyłam kilka wycieczek. Weekend majowy spędzałam na pograniczu. Każdego dnia przechodziłam około 20 km. Przeważnie do celu, ale też bez konkretnego planu, tylko dla widoków. Obejrzałam przygraniczne cerkwie, o czym od dawna marzyłam, ale jakoś nie mogłam się wybrać. A więc odwiedzone trasy: Żniatyn-Budynin-Myców-Chłopiatyn- Żniatyn ponad 23 km oraz drugi dzień Żniatyn-Dłużniów-Wyżłów-Żniatyn ponad 25 km. Plus Dołhobyczów z dojazdem autem.

Warto było!:)


















Byłam też dwa dni na Roztoczu  zwiedzając rezerwaty, kamieniołomy, lasy oraz przy okazji w parku linowym:) Ponieważ byłam sama, nie miał mnie kto sfotografować, ale było na tyle ekscytująco, że to nie było moje ostatnie słowo na temat tej atrakcji, więc może będzie okazja innym razem:) Muszę tylko poszukać sobie parku linowego z jakimś atrakcyjnym widokiem, ten, w którym byłam jest na terenie lasu i chodzi się w koronach drzew.



 Wyżej:  Kamieniołom w Józefowie, niżej Czartowe Pole



Tu odwiedzam Kawęczyn w okolicach Szczebrzeszyna oraz zrekonstruowaną ziemiankę żołnierzy AK z II wojny w głębi lasu za wsią.









Zamojskie morze czyli zalew w Nieliszu, niżej zabytkowy kościółek w Tworyczowie koło Szczebrzeszyna



Wyżej cudowne źródełko św. Jana w kol. Staw Ujazdowski

Niżej rezerwat Czarny Las koło Parczewa. Mokre lata 2011-2012 oraz zasiedlenie przez bobrzą rodzinę pobliskiego rowu melioracyjnego doprowadziło do tak dużego spiętrzenia wody, że z okolicznego lasu powstało ponad 30 hektarowe jezioro z wyrastającymi z niego drzewami oraz zatopioną kładką pośrodku. Obecnie trochę już podeschło:)





Innego dnia odwiedziłam Lasy Janowskie w okolicach rezerwatu bagiennego Obary.









A w minionym tygodniu pojechałam do Mięćmierza i do miejscowości Dobre w Kotlinie Chodelskiej.
To królestwo sadów, teraz jest tam przepięknie.




W drodze do Mięćmierza zatrzymałam się w rezerwacie Korzeniowy Dół.








I jeszcze na cmentarzu żydowskim na przedmieściu Kazimierza Dolnego przystanęłam


 
A to juz Męćmierz i schodki na punkt widokowy.




Za Wisłą zamek i kościół w Janowcu.









 Rezerwat Krowia Wyspa. A w tym wiatraku była kiedyś fajna kultowa restauracja, ale covid ją zabił, szkoda...


Z Mięćmierza udaję się do Rezerwatu Skarpa Dobrska. Po drodze znów plantacje, tym razem to maliny uprawiane na pędach jednorocznych.


Skarpę znalazłam już w Podgórzu, tylko ścieżki żadnej hmmm... jak Wam się wydaje - wlazłam ???


 No jakże by nie:) Ale tylko do jakichś 3/4 wysokości, a widok stamtąd wprost na rzekę Chodelkę.

Jest taki szlak "Skarpa Dobrska", to około 6,5 km trasy pieszej wąwozem, polami i skarpą. Oczywiście przeszłam cały szlak półtora raza, bo myślałam, że źle idę i się wracałam:)







 
Niżej: widok ze  skarpy na Kotlinę Chodelską.




 
Miejscami widoki jak w Prowansji albo w jakiej Toskanii:)









Mam pewnie z tysiąc zdjęć, ale jak je oglądam, to widzę, że muszę kupić porządny aparat z obiektywem, a nie cykać idiotenkamerą, co się w jednej garści mieści. Niemniej na pierwszym miejscu wydatków nadal  kaloryfery - w czerwcu będę zmieniać, potem aparat:)

W tzw. międzyczasie byłam na dwóch koncertach, z czego jeden był taki okropny, że wyszliśmy w połowie. Powiem sarkastycznie, że można się było tego spodziewać, bo był pod patronatem niejakiego prezydenta Dudy i niejakiego ministra Glińskiego.  1/3 sali wyszła, reszta chyba była głucha, albo należała do PIS albo była znajomymi organizatorów. 

Przeczytałam też sześć książek, z czego cztery o charakterze reportażowym. Telewizora nie włączyłam ani razu:) No i chodziłam do pracy.

Kłopoty ? A jakże, są:) Córce podwyższyli ratę kredytu hipotecznego o 550 pln. Nie mój kredyt, ale kłopot córki, to także mój  kłopot. Młodsza prawie się załamała. No to usiadłyśmy razem i pytam: co opłacasz oprócz tego oraz czynszu, prądu i gazu ? Telewizję kablową. Oglądacie ? - pytam. Ostatni raz w marcu. Telewizor tylko się kurzy. Fru!! Co jeszcze ? Dwa Internety, bo jeden był do pracy zdalnej, ale zdalnej nie ma już od marca. Wystarczy jeden 120 Giga. Fruu! Pokaż, mówię, umowę kredytową. Okazuje się, że po 12 miesiącach doliczają co miesiąc 180 pln składki ubezpieczenia kredytu. Czytam, że można ją zamienić na cesję ubezpieczenia mieszkania. Kupujemy za 200 pln roczne ubezpieczenie mieszkania na wartość pozostałego do spłaty kredytu, koszt 171 pln za rok. Zatem ubezpieczenie kredytu fruu! Uzbierałyśmy w ten sposób oszczędności na kwotę 310 pln miesięcznie. Przydałoby się jeszcze ze 200... Ile Ty masz alimentów od taty dziecka? - pytam. Gdy dostaję odpowiedź, krew mnie zalewa, bo to jest symboliczne ugodowe 300 pln. Dzwoń, mówię, do byłego, bo jak nie, to mu zarekwiruję zaraz tę wypaśną konsolę, telewizor na pół ściany i komputer w przezroczystej obudowie. Niech dokłada co najmniej 300, w końcu to mieszkanie dla dziecka, a jak nie, do idziesz do Sądu po 1000 pln. Nie miał wyjścia:) No i tym sposobem zorganizowała sobie kasę na podwyżkę, ale powiem Wam, że to jest karygodne, żeby z raty 750 pln w trzy miesiące zrobiło się 1300. Oczywiście spodziewała się podwyżki, bo kredyt brała na bardzo dobrych warunkach i było wiadomo, że musi się stawka Wibor zmienić, ale żeby aż tak...? Na razie temat ogarnięty, nie ma co przeżywać.
Druga córka - a co u Ciebie, pytam ? A nic... paznokieć mi się złamał..
Za to u syna...Był nieco tajemniczy, ale  cały czas gęba od ucha do ucha. Nie wytrzymałam, mów, zażądałam. A bo wiesz mama, że myśmy drugie dziecko chcieli mieć ? No, ale E. nie mogła się zdecydować, szkoda jej było pracę rzucać, ale akurat chcieli ją przenieść do oddziału na drugi koniec miasta, a mała do przedszkola będzie szła i tak nam się zdawało, że to może dobry czas... w każdym razie w ciąży jesteśmy. Yupiiii!!! A gdzie kłopot ? A bo synowa ma zaleczoną białaczkę. No, ale pojechali do Centrum Zdrowia Dziecka, zbadali ją i płód z każdej strony, i na wszelkie zagrożenia, i zdrowa ona i zdrowy on... chyba on, tak mówił lekarz. Chyba będzie chłopaczek, ja nie mogę:) Na jesień będę miała wnuczka:))
No i jeszcze brat. Kładzie się na operację. Kłopot, ale i dobra wiadomość. Bo skoro można operować, to znaczy, że nie jest tragicznie. Gorzej, jakby już nie było żadnej metody leczenia ani szansy operowania, tak, że jesteśmy dobrej myśli. Mimo, że ma ukończone już 75 lat, w chorobie trzyma się całkiem nieźle.

Poza tym wszystko gra:) Mam nadzieję, że u tych co dotrwali do końca także błyszczy i buczy, czego szczerze życzę.


   




Chyba kończy się zima (yupiiii..;) Przedwczoraj było jeszcze nieco pochmurnie, jak niżej, ale powali już topnieje śnieg, którego nasypało w ...