Zaskakujące

Jest dla mnie zaskakujące, że statystyki wejść na blog, do którego nie zajrzałam od pół roku, są tak wysokie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że 90% to wejścia przypadkowe, ale przeglądanie potem starszych wpisów to już chyba celowe ? To spowodowało, że pomyślałam o powrocie:) Zauważyłam, że wiele osób przestało pisać swoje blogi, ale jednak spora część moich blogowych znajomych nadal pisze często, nawet codziennie. 


Do pisania trzeba chęci i nastroju - czy się dzieje mało czy dużo, czy się ma czas czy nie, chęci są decydujące. Niestety, jakoś nie miałam chęci i nawet nie wiem, z czego to wynikało. Może z tego, że myśli zajęte były czym innym ?  Działo się chyba sporo, ale to raczej jak u każdego.


ZDROWIE
Życie mija mi w zdrowiu, co - jak widzę w otoczeniu - nie jest oczywiste dla osób z mojego rocznika. Wdzięczna więc jestem naturze i sobie, że żadne choróbsko się nie przyczepiło, przynajmniej na razie. To pozwala mi żyć w pewnym komforcie i w miarę aktywnie. Na górskich wycieczkach nie odstaję od młodszych, a ręcz przeciwnie - mam o wiele lepszą kondycję niż przeciętne 40-tki, o rówieśnikach nie wspominając. Przebywając u koleżanki, ramię w ramię pracowałam z jej partnerem przy ocieplaniu ich  domu, gdy tymczasem koleżanka, pozornie zdrowa i sprawna,  wysiadła po 30 minutach zmęczona, nie była w stanie za nami nadążyć. Kupiłam sobie rolki i nauczyłam się na nich jeździć:)
Sprawność i zdrowie są dla mnie to bardzo ważne, bo choroby boję się prawie tak samo, jak wojny:)
Co jednocześnie nie przeszkadza mi unikać lekarzy jak ognia, bo im nie ufam i boję się ich niekompetencji.


RODZINA
W rodzinie też wszyscy zdrowi, najstarsza wnuczka już w czwartej klasie, buty nr 36, ubrania rozmiar 36, pożyczamy sobie swetry:) Darowałam jej swoją kolorową kurtkę z długiego sztucznego misia, która wzbudzała jej zachwyt i bynajmniej nie jest za duża. Jej mama skutecznie rzuciła palenie i jej stan zdrowia się ustabilizował.
U średniej córki będzie nowe dzieciątko późną wiosną, to już moje... piąte wnuczątko! W sam raz, bo akurat na wiosnę wprowadzą się do swojego nowego domu. Jeździłam oglądać dom i wioskę,  fajnie położone i blisko do Ostravy:) Zięć antyterrorysta awansował do zespołu ochraniającego głowy państw i unii oraz innych ważnych osobistości i zarabia tyle, że córka w ciąży nie musi pracować.
Syn kupił większe mieszkanie w sąsiedztwie naszego dotychczasowego, więc moje miejskie mieszkanie znów jest moje. Tak formalnie, bo testamentem zapisane jest synowi, więc jak dla mnie to już mieszkanie syna. Na razie zostało wynajęte znajomym, ale wcześniej synowa zaproponowała, abym w każdej chwili, jeśli tylko zechcę, wracała do tego mieszkania, gdy okaże się, że życie na wsi zaczyna mnie przerastać:) Mam nadzieją, że to będzie nieprędko:)


ZWIERZAKI
Zwierzaki mają się dobrze, choć piesa posiwiała na brodzie:) Rudy kot urósł tak bardzo, że doścignął najstarszego kocura, kociczka przy nich to maleństwo:)






PRACA
W pracy całkiem nieźle pod względem finansowym, zgarnęłam wszystkie premie i nagrodę roczną, co pozwoliło mi na kilka wycieczek, dołożenie pięciocyfrowej kwoty synowi do mieszkania i prezent dla córki na wyposażenie kuchni we wszelkie możliwe sprzęty w nowym domu. Najstarsza wnuczka od mojej najmłodszej córki jest praktycznie na moim utrzymaniu pod względem ubrań, butów, rozrywek, zajęć pozaszkolnych, kursów, wycieczek, kolonii itp. plus kieszonkowe dla niej co miesiąc, kolejny rower i nowy laptop. Rozdaję tę kasę z radością, choć praca jest bardzo stresująca i z miesiąca na miesiąc atmosfera się pogarsza. Nie mam  na myśli atmosfery między pracownikami, bo tu jest fajnie na szczęście, natomiast dyrekcja wprowadza taką nerwówkę, że ludzie coraz częściej biorą zwolnienia, bo już nie dają rady znieść tych głupot, jakie wymyśla "góra", aby tabelki ładnie wychodziły. A mierzą w tych tabelkach niemierzalne, aż pusty śmiech człowieka bierze. Tylko czekać fali wypowiedzeń rzucanych na biurka kierowników.  Już dwa razy przeżyłam podobną sytuację w tej firmie, dobrze się to nie kończyło. Następowała fala wypowiedzeń, ludzie odchodzili, przychodził kryzys. Ja jestem już stara wyga, uodporniłam się na takie wymysły, jakie się teraz odbywają, po prostu po swojemu robię co do mnie należy (z naciskiem na: po swojemu) i bronię się rezultatami, choć nie ma dnia, abym nie słyszała, że moje sposoby źle wyglądają w tabelkach. Coś tam na chwilę zaczynam działać, jak każą, a potem  znów po swojemu, bo tak jest korzystniej dla firmy i klientów, no, ale grochem o ścianę. Zawsze mogę rzucić tę robotę:) Albo przejść na pół etatu. Póki jednak potrafię bez trudu zdystansować się, to jeszcze popracuję, szczególnie, że to praca zdalna, bo zamarzyła mi się wycieczka do... Mongolii:)


WYJAZDY
Byłam w tym roku na Krecie, w Portugalii, trzy razy w Ukrainie, dwa razy na Słowacji i w kilku miejscach w Polsce - Bieszczady, Góry Sanocko-Turczańskie, Beskidy, Roztocze... 




 
Wyżej: Lizbona, byłam też w Porto, w Fanzeres, w Willa do Condo, w Povoa de Varzim i w Porto.






 
Wyżej: Słowacja, jeden z odwiedzonych zamków
















Wyżej: jesienna Ukraina.
Od listopada nastała przerwa w wyjazdach, aura nieszczególna i dzień krótki. Przestawiłam się na inne rozrywki.

KULTURA I SPOTKANIA TOWARZYSKIE
Na bieżąco spotykam się z moimi dziećmi, z bratową i dwiema koleżankami (pogaduchy, kręgle, kawka w kawiarni). Byłam też u koleżanki zamiejscowej, z którą ostatnio widzimy się częściej czyli raz w roku, bo dzieli nas ponad 500 km:) Spędziłyśmy razem kilka dni, nagadałyśmy się i poczyniłyśmy plany na przyszły rok. Odwiedziłam córkę pod czeską granicą, to ode mnie też ponad 500 km.
Regularnie chodzę do filharmonii. Byłam też na kilku koncertach poza filharmonią, najpiękniejszy był koncert zespołu Dikanda oraz La Tempete. Każdy inny, oba piękne. La Tempete nie znałam wcześniej, ale zachwyciłam się tak, że poszłabym jeszcze raz i jeszcze .... Tu macie próbkę tej muzyki:


Koncert dobywał się w bazylice, co dodało mu szczególnego nastroju. Wyłączono światła, chórzyści ubrani na czarno przechadzali się między nawami, oświetleni małymi lampkami trzymanymi w rękach, w powietrzu unosiła się sztuczna mgła, a oni wyglądali jak zakonnicy średniowieczni snujący się po klasztornych korytarzach. Muzyka była wspaniała, zespół śpiewał ponad dwie godziny bez przerwy, bez bicia braw w trakcie, w totalnej ciszy ich glosy wznosiły się ku stropom bazyliki i to było wspaniałe i wzruszające.
Natomiast koncert Dikanda to ogromna porcja energii.


W tym miesiącu wybieram się  jeszcze na koncert szwedzkiego chóru z okazji Dnia Św. Łucji, dwa razy do kina, w tym  na film "Simona", którego jestem bardzo ciekawa, bo biografię Simony Kossak czytałam i jestem jej fanką. I na wernisaż fotografii znajomego fotografującego Roztocze.







ŻYCIE EMOCJONALNE
Oczywiście wiąże się ono z tym, jak spędzam czas. Emocje, to coś czego się nie uniknie, więc warto dbać, aby były dobre. Moje stanowisko jest takie, że w życiu emocjonalnym musi być przynajmniej równowaga, a najlepiej szala ma się przychylać jednak na emocje pozytywne. Jestem w tej komfortowej  sytuacji, że potrafię sobie sama zapewnić ogrom dobrych emocji, to samo nie przychodzi, trzeba się tego nauczyć i mocno starać, być na nie otwartym. Dobre emocje daje  mi udział w koncertach muzycznych, słuchanie ambitnej muzyki także w domu, spotkanie z ludźmi, którzy jak ja, dbają o swoje emocje, nie jęczą, nie narzekają i nie upierają się, że "tak już mam i się zamartwię". Unikam takich ludzi. Ogrom dobrych emocji otrzymuję krążąc po górskich szlakach, zwiedzając stare budowle, a nawet cmentarze, szukając informacji historycznych związanych z odwiedzonymi miejscami, poznając nowe miejsca, próbując nowych smaków. Pamiętam, jakie uczucie euforii mnie opanowało, gdy spojrzałam na Ocean Atlantycki i pomyślałam: to ocean, OCEAN!:) Potrafię się cieszyć małymi rzeczami (choć ocean nie taki mały:), jak płynące mgły na przełęczach w ukraińskich górach, jak nazwisko naszej miejscowej hrabianki sprzed stu lat na nagrobku w miejscowości odległej o 300 km, bo jest, nie zaginęła w dziejach historii. Cieszy mnie kontakt  z wnukami, ten pierwszy raz kiedy wnuczek zawołał; babcia ! i jak biegł do mnie z wyciągniętymi łapkami (do tego czasu mówił na mnie "ciocia" jak do pań w żłobku, zresztą wtedy prawie jeszcze nie mówił:) W życiu jest tak wiele okazji do radości, do dobrych emocji, chwytam każdą. Cieszy mnie przytulenie się kota, wierne spojrzenie psa, nawet opinia pijanego sąsiada " pani to jest fajna babka":) - na trzewo mówi tylko "dzień dobry":) Zamiast zamartwiać się, szukam we wszystkim dobrego, realnie oceniając sytuację. Przeciwnościom wychodzę naprzeciw i traktuję je jak sprawy do załatwienia, a to na co nie mam wpływu przyjmuję, czasem z wielkim smutkiem i bólem, ale życie toczy się dalej i te moje małe radości cieszą mnie nadal. Nie żyję przecież na tym świecie za karę. A takie wspomnieniowe zdjęcia to zawsze powodują wybuch wulkanu dobrych emocji:)






 
Dla kogoś to złość za zniszczone  (?) drzewo, ale mnie powód do uśmiechu, drzewu naprawdę nic się nie stanie.



Wiele emocji, wyłącznie dobrych, dostarczyły mi kontakty damsko-męskie:) Otóż MMŻ, z którym byłam w związku, najbardziej emocjonalnym ze wszystkich, rozwiódł się po raz drugi. I stwierdził, że to ja jednak byłam tą jedyną i zaproponował mi spotkanie. Oczywiście odmówiłam. On jest dużo młodszy i to był przed wielu-wielu laty powód naszego rozstania. Okazuje się jednak, że nadal nadajemy na tych samych falach. Nie chcę się z nim spotykać, przynajmniej teraz, póki nie pojmie, że żadna próba powrotu do przeszłości nie wchodzi w grę. Kontaktujemy się jednak (on się kontaktuje, ja nie inicjuję ani rozmów ani wiadomości) dość regularnie i nawet fajnie nam się rozmawia. Aby go zniechęcić, na jego usilne prośby wysłałam mu swoje bieżące zdjęcie i powiedział, że wcale się nie zmieniłam (nie widzieliśmy się 11 lat) i wtedy on nieproszony wysłał mi swoje, i  niestety on się zmienił, przede wszystkim przybyło mu ze 20 kg, co mnie osobiście zniechęca:)
Poznałam też interesującego pana, ale nic z tego nie będzie oprócz okazjonalnych spotkań. Spędziliśmy kilka fajnych dni w górach, byliśmy na obiedzie w restauracji, raz na spacerze po mieście, na jakichś wspólnych zakupach. Dzieli nas mnóstwo. Jest chyba... sporo młodszy, choć nie wiem, czy on sobie z tego zdaje sprawę. Tak naprawdę w ogóle nie mówiliśmy o swoim wieku, ja nie wiem ile on ma lat, on nie pytał mnie o wiek.  Jest fajnym, ciekawym człowiekiem, bardzo kulturalnym i miłym w obejściu, ma chyba ze cztery tytuły doktorskie, ale się nie afiszuje ani z pozycją (zajmuje dość wysokie stanowisko na jednej z uczelni, choć nie wygląda:) ani z wiedzą. Zapytany jednak o jakieś sprawy ze swojej specjalności (a jest to bardzo ciekawa specjalność dla mnie), opowiada bardzo ciekawie, bez popisywania się. Wygooglałam, że napisał kilka naukowych książek. Nie pali i nie pije alkoholu. Nie ma żony i dzieci:) Jest szczupły !:) No, ideał. Nie do końca. Ma poglądy narodowościowe. Jest związany z pewną frakcją polityczną, na którą ja pluję. Jest kolegą byłego ministra edukacji, tego na "cz", wiecie którego ? tego, którym pogardzam i uważam za zero. Na tym etapie znajomości szczęśliwie ani razu nie dotknęliśmy tematu polityki, ale słyszałam, jak przez telefon rozmawiał z kimś i co mówił na temat uchodźców oraz w jaki sposób to mówił. Oj, nie spodobało mi się. No i mieszka w innym mieście odległym o 200 km, choć na weekendy często jeździ do starszych rodziców, a to ode mnie kolejne 200 km w przeciwną stronę. Zatem okazja do spotkania się jest w połowie drogi, czyli w naszym mieście albo na jakimś wspólnym wyjeździe. Na razie do domu go nie zapraszam, bo nie widzę przyszłości, więc tylko od czasu do czasu miło spędzamy czas na neutralnym gruncie. On akurat nie lubi pisać smsów, messengera nie ma, więc nie bombarduje mnie wiadomościami. Jest człowiekiem pełnym sprzeczności. Na co dzień wygląda na zwykłego pospolitego człowieka. Za drzwiami uczelni to szycha z głową pełną naukowej wiedzy. Nie wiem, co mam o  nim sądzić:) Wydaje mi się to jakieś schizofreniczne:) Muszę jednak przyznać, że przebywając z nim czuję się tak dyskretnie zaopiekowana, jak przy nikim innym. Cóż, romans bez przyszłości jak z powieści:)

KSIĄŻKI 
Skoro mowa o powieściach, to przeczytałam w formie papierowej lub elektronicznej lub wysłuchałam w formie audiobooka  w tym roku ponad 100 powieści. Tym co lubią czytać, szczególnie polecam:
- "Pułapka na anioły" Marcina Grzelaka, i tegoż autora "Beksa"
- cykl "Dzieci katastrofy" - 3 tomy oraz "Wielki świat" Pierra Lamaitre,
- "Pomiędzy" Pawła Radziszewskiego,
- "Wiek czerwonych mrówek" Tani Pjankowej
- "Zulejka otwiera oczy" Guzel Jachiny
- "Korowód" Jakuba Małeckiego
- "Kołatanie" Artura Żaka
Mogłabym jeszcze podać kilka:) Nie są to lektury łatwe i przyjemne, dla zabicia czasu, ale literatura wartościowa, która oprócz rozrywki daje jakieś przeslanie, jest przyczynkiem do zastanowienia się nad sobą, może nawet do rewizji swoich poglądów i zmiany spojrzenia na różne sprawy.

No i tak wygadawszy się za pół roku, pozdrawiam niedzielnie tych, co zajrzą, na razie idę z psem na nasz nocny spacer po lesie, a potem ja do Was jeszcze zajrzę:)

24 komentarze:

  1. Gratuluję kondycji i wycieczek, zobaczyłaś kawał świata...
    Premie u was spore, skoro na tyle wyjazdów mogłaś uciułać ;-)
    Niechaj zdrowie i dobry nastrój nie opuszczają Cię nadal, a rodzinka opływa w dostatki :-)
    Pięknego grudnia i dobrego kolejnego roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jotko,a moje wyjazdy są budżetowe, np. bilety lotnicze do Porto w dwie strony kupiłam za 642 pln, a noclegi w pensjonacie w Porto po 20E czyli 140E za 7 nocy, więc 8 dni pobytu z dolotem kosztowało mnie 1250 pln:) Na to wystarczyła maleńka premia, a jeść trzeba wszędzie, akurat ceny w Portugalii są takie same. Już mam wykupiony przelot na przyszły rok w dwie strony za podobną cenę i hotel w Povoa de Varzim za dwie osoby ze śniadaniami za 320 E czyli znów tydzień od osoby w obiekcie 80 m od pięknej szerokiej plaży kosztuje mnie 1350 pln. Nie korzystam z biur podróży i nie płacę za złote klamki:)
      Polecam ten sposób podróżowania:)
      A np. w marcu wybieram się do Barcelony, bilety na samolot kupiłam po 183 pln, to o połowę taniej niż ode mnie do Gdańska jakimkolwiek środkiem transportu:) Trzeba tylko nieco odwagi i każdy tak może podróżować.
      Wszystkiego dobrego.

      Usuń
    2. Potrzeba odwagi i doświadczenia, nawet nie wiedziałabym jak się za to zabrać, pierwszy raz leciałam samolotem prawie jako emerytka:-) moja bratanica jest w tym mistrzynią, może się podszkolę?
      Biuro jest dla mnie wygodne, ale drogie, to fakt.

      Usuń
    3. Pierwszy raz na własną rękę samolotem udałam się do Gruzji: ) A na miejscu podróżowałam koleją i marszrutkami. Skoro tam nie zginęłam, to nabrałam odwagi na inne kraje:)

      Usuń
  2. A już się zastanawiałam ,gdzie zniknęłaś i czy wrócisz. Witaj znowu! Intensywnie żyjesz, nic dziwnego, że na blog brak Ci czasu i chęci. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Ciebie akurat zaglądałam często i jestem prawie na bieżąco, ale sama pisać jakoś nie miałam ochoty, nie traktuję bloga jako dziennik dla czytelników, bardziej dla samej siebie, żeby zaglądając za jakiś czas przypomnieć sobie, co robiłam w danym okresie:)
      Ślę pozdrowienia...

      Usuń
  3. Ale się cieszę, że wróciłaś! Zaglądałam na bloga kilka razy ale pokazywało mi, że nic tu nie ma. Zniknęłaś tak nagle ale pewnie miałaś swoje powody. Niemniej jednak witaj po przerwie.
    Zawsze byłam pod wrażeniem tego jak ciekawie i intensywnie żyjesz i bardzo się cieszę, że nic się w tej kwestii nie zmieniło. Niejednokrotnie zarażałaś mnie energią i chęcią do działania chociaż jestem od Ciebie dużo młodsza, i wielce raduje mnie fakt, że znów będę miała skąd czerpać jak będę jechać na oparach 🙂.
    Życzę Ci wszystkiego dobrego, pięknego i radosnego grudnia. Fajnie, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, a nie okazywałam się, bo w ogóle nie miałam weny. Korzystałam z lata i ładnej jesieni, kiedy się dało, teraz opadają mi skrzydełka:) Usiadłam na ... kanapie na okres zimowy:)

      Usuń
  4. Dobre życie, niech trwa! Miło sie czyta takie wiadomości. Pozdrawiam i głaski dla zwierzaków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się tak żyć, aby każdy następny dzień różnił się od poprzedniego i aby życie dostarczało dobrych emocji i wspomnień.
      Poza tym dobrze będzie mieć o czym opowiadać wnukom na starość:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Fajnie, że do mnie zajrzałaś i dzięki temu wpadłam z rewizytą. I ja zaniedbałam blogi, tak swój jak i zaprzyjaźnione. Z powodu okoliczności zewnętrznych wywołujących okoliczności wewnętrzne tak to ujmę. Zdjęcia jak zawsze pokazujesz przepiękne, zwierzaki cudne. Żyj tak dalej, zdrowo, radośnie i na własnych warunkach. Wszystkiego co najlepsze na świecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ale to prawda niezaprzeczalna, że życie potrafi mocno zaangażować. Swoje życie, ale cudze też.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  6. Też miewam ostatnio przydługaśne przerwy w blogowaniu, a może czasami trzeba odpocząć? Czytam dużo książek, muszę mieć zapas, bo inaczej odczuwam niepokój:-)
    Nasz syn z synową tak podróżują, tanie bilety, 2-3 dni na intensywne zwiedzanie, 2 tygodnie temu byli w Maladze. Natomiast my z drugą babcią dzielimy się w tym czasie opieką nad Tosią i Jaśkiem. Pieski nam się starzeją, siwieją im pyski, więcej przytulania, miziania i snu.
    Serdeczności ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jakie książki czytasz. Może coś polecisz ? Lubię czytać polecone książki:)
      Moje dzieci są na etapie jeżdżenia wszędzie z maluchami, więc jeszcze dzieciaczków mi nie odrzucają:)
      Dla mnie opuszczenie domu na kilka dni jest dla mnie kłopotem z powodu zwierząt, ale wreszcie to zorganizowałam porządnie. Pies jeździ na ten czas na "wakacje" do córki, obie z wnuczką za nim przepadają, gromady dzieci przychodzą oglądać, a piesa jak królowa:) A do kotów mam teraz "niańkę", tutejszą nastolatkę, której zostawiam klucze i ona codziennie daje im karmę , wodę, bawi się z nimi i sprząta kuwety. Daje jej za to kieszonkowe i przywożę pamiątkę. I wszyscy zadowoleni, córka z synem nie muszą wtedy dojeżdżać do moich kotów z miasta.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Właśnie przeczytałam Wieczne Państwo - Opowieść o Kazachstanie Wojciecha Góreckiego, historia i reportaż z 2022 roku; świeżynka, echa wojny Rosji z Ukrainą na tle Kazachów, Polacy, zesłania, przyjemnie się czyta. Wcześniej przeczytałam Nowy Jork i Paryż Edwarda Rutherfurda, w kolejce czeka Dublin, opasłe tomy:-), warto wspomnieć 3 książki Richarda Osmana, kryminały o emerytach-szpiegach, tropiących morderstwa, pozostał mi jeszcze jeden tytuł, ale ustawiłam się po niego w kolejce w bibliotece:-) Czytam dużo, różności, na ostatnim miejscu tzw. "literatura kobieca":-)

      Usuń
    3. Wspomniany reportaż Góreckiego oraz trzy części Osmana czekają u mnie na półce na swoją kolejkę:) Teraz czytam Izraela Singera Josie Kałb", a literatury kobiecej, a już niedajbosze polskich autorek - nie tykam:)

      Usuń
  7. Witaj wieczorowo
    Dobrze, że już jesteś. To ja trochę przyczyniłam się do tych statystyk:))) Czekałam aż się pojawisz.
    Pozdrawiam życząc zatrzymania się na chwilę i rozejrzenia dookoła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje:)
      Ależ ja zatrzymuję się często, a rozglądam się wciąż i wciąż:) Chyba nawet za bardzo:)

      Usuń
  8. Każdy powinien żyć tak, by czuć się spełnionym i zadowolonym, jak ty. Wspaniale spędzałaś ten czas, gdy cię tu nie było :) I koniecznie muszę sobie wziąć do serca twoje podejście do życia, do kolejnego, "codziennego" dnia. Brakuje mi tego optymizmu. Ta aktywność fizyczna na pewno bardzo ci pomaga w utrzymaniu zdrowia i dobrego samopoczucia. Z przyjemnością czytam, że tak wszystko sobie pięknie organizujesz. A ja leń jestem, mnie to dopiero skrzydełka poopadały. Może ty za 10 lat też będziesz nieco mniej aktywna (tak sie usprawiedliwiam przed sobą). Bo jednak te 10 lat różnicy, to widzę, ogromna różnica (co by nie robić czasu mimo wszystko nie zatrzymamy, wszystko się powoli "kończy"). I zazdroszczę ci tych zwierzaków. Gdy się żyje w związku, to trzeba iść na pewne kompromisy (mam inne bonusy:)). Po 17 latach z ukochaną kotką, po jej bolesnym odchodzeniu, nie chciałam już się przywiązywać, żeby nie zostawić następnego kota "w pustym domu", bo koty potrafią żyć długo.
    Czy Portugalia spełniła twoje oczekiwania? Ja już planuję kolejny wyjazd do tego kraju, mam nadzieję, że logistycznie i fizycznie dam jeszcze radę ;) Bo też nie korzystam z biur podróży.
    Wielu kolejnych wspaniałych wrażeń, świetnego zdrowia (też unikam lekarzy, jak się da, czasem się nie da) i dobrego kolejnego nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiste, że wiek ma znaczenie dla tego, na co człowiek się porywa, i to nie tylko pod względem sprawności fizycznej. Na pewno przychodzi moment, kiedy się po prostu już nie chce tej aktywności, organizm zaczyna domagać się spokoju. Wiem, że to mnie kiedyś dopadnie, wiec korzystam z tego, ze jeszcze teraz jeszcze mnie coś ciekawi, jeszcze pociąga. Bo jak nie teraz, to kiedy ?:)
      Portugalię ledwo "liznęłam". Przez większość pobytu szalały pożary, zamknięte były drogi, koleje, autostrady... nie można było ruszyć się z Porto. Zwiedziłam natomiast okolice, tam gdzie turyści wcale n ei zaglądają, uwielbiam takie swojskie klimaty:) Nad oceanem wisiały ciemne kłęby zadymionych chmur. Dopiero pod koniec pobytu mogłam wyskoczyć na jeden dzień do Lizbony. W czerwcu 2025 lecę znowu:) Zwiedzi
      Podobało mi się, bo jest tam ...normalnie. Czułam się jak w Polsce, swobodnie i bezpiecznie. Starałam się nie wyróżniać ubiorem i kilka razy wzięto mnie za miejscową:)
      Tu są moje portugalskie przygody z tego roku:
      https://veni-vidi-tatiana.blogspot.com/search/label/Portugalia
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    2. No, właśnie. Mnie też urzekła ta "normalność", taki luz i ludzie pogodni, życzliwi. My wybieramy sie z Moim na Azory. Ale najpierw muszę dojść do siebie po operacji (no niestety, był mus). Serdeczności!

      Usuń
  9. Sama zauważyłam, że kilka blogów, które kiedyś śledziłam zniknęło albo ktoś przestał pisać. Miałam też dłuższą przerwę w blogowaniu, ale chyba nie byłabym w stanie Was zostawić. Uwielbiam kiedy koty przychodzą na tulasy. Szczególnie Lucyfer. Nieraz o 4 rano. Lancelot znów lubi spać przy Julce. Dużo zwiedziłas i przeczytałaś. Mnie góry wołają i wołają, a ja przez remont nie mam kiedy się wybrać na dłużej. Cudne te twoje zwierzaki. Dzieci rosną w zawrotnym tempie. U mnie jedna w szkole średniej druga w 7 klasie , a Jula w zerówce. W tym roku skończę 42 lata i powiem szczerze nie mogę w to uwierzyć.

    Życzę przede wszystkim dużo zdrowia i uśmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie.
      Widzę, że nie tylko moje koty mają imiona na literę "L" :) Swoich nie wpuszczam do sypialni, tylko czasem i pojedynczo, bo wiem, że wybudzałyby mnie po kilka razy w nocy:) Uwielbiają włamywać się do szafy i skakać po regałach z książkami (bo ja mam bibliotekę w sypialni na jednej ścianie, albo może sypialnie w bibliotece:)
      Jak przypomnę sobie czas, gdy miałam 42 lata... jaka ja byłam młoda:) To wspaniały wiek, trzeba się nim cieszyć.
      Najlepszego w życiu życzę;)

      Usuń

Odwykłam...

Odwykłam od pisania bloga, choć zaglądam po cichu na dawne zaprzyjaźnione. Nie komentuję, bo nie wiem, czy ktoś, może oprócz 2-3 osób, jeszc...