Czas biegnie nieubłaganie. Ani się obejrzałam, a minął miesiąc od ostatniego wpisu. Pora coś zanotować, na wypadek, jakbym za jakiś czas chciała sprawdzić, co ja tej wiosny robiłam...:) Oprócz pracy zawodowej mój czas angażuje co nieco praca na działce, wymiana dachu, rowerowanie, krótkie wycieczki, czytanie, jakieś towarzyskie aktywności... Tradycyjnie raz w miesiącu chodzę do filharmonii. Byłam też na maratonie teatralnym. Codziennie wychodzę z psem na kilkukilometrowe trasy, na polach jest pięknie, zieleń wprost oszałamia swoją intensywnością, w lasach pełno konwalii, a ptaki głośnym chórem zaznaczają swoją obecność. Zauważam więcej niż w ubiegłych latach pięknych żółtych wilg. Ogród pełen sikorek, kosów i szpaków. Towarzyszą mi podczas przechadzek, ale także budzą o poranku, a wieczorne pohukiwania sów i donośny rechot żab kołyszą do snu. Często widzę sarny, natknęłam się także na łosia, o bocianach czy licznych zającach, które właśnie kończą gody, nawet nie wspomnę:) Trwa najpiękniejszy chyba czas w przyrodzie, pełen słońca, barw i dźwięków. Wciąż żałuję, że na podziwianie tych skarbów mam za mało czasu.
Byłyśmy z koleżanką na wycieczce wzdłuż białoruskiej granicy, nie mam jednak czasu zdać relacji. Odwiedziłyśmy m.in. Kodeń widoczny na górnym zdjęciu. W prawosławną niedzielę palmową poszłyśmy do cerkwi na liturgię, ona pierwszy raz, ja kolejny, ale obie byłyśmy pod wrażeniem nabożeństwa, które choć podobne do katolickiego, to jednak jest bardziej uduchowione i piękniejsze, bardziej osobiste. Ja oceniam to w pewnym sensie jako spektakl, z całym szacunkiem dla wierzących, ale nastrój udzielił się także i mnie, i polecam każdemu. Wierzący zauważy, jak skomercjalizowane i pospolite są msze katolickie w porównaniu do prawosławnych; dla niewierzącego będzie to doświadczenie poznawcze.
Byłam też na rowerze na wycieczce po Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym, dojechałam pociągiem z samego rana, a potem cały dzień jeździłam zwiedzając ciekawe obiekty, ale także polnymi drogami po wzgórzach, lasach i wąwozach. Wspaniałe tereny do wypoczynku.
Miałam też okazję obserwować niecodzienne zjawisko na naszym polskim niebie, zorzę polarną. Niestety, nie mam dobrego aparatu ani telefonu, więc nic nie widać, ale mogę pokazać tylko tę barwę, która dominowała na nocnym niebie, bo - uwierzcie - to było niesamowite. Zainteresowanych zachęcam do obejrzenia na Instagramie lub na FB zdjęć mojego znajomego @krystianklysewicz. On ma i talent, i sprzęt:) Uchwycił zorzę na Roztoczu w pięknych kadrach.
Obecny weekend spędzam na pracowym dyżurze. Wolne odbiorę sobie na koniec miesiąca. Lecimy wówczas na Kretę. Mam nadzieję, że dach na moim domu do tego czasu zostanie skończony. Na ten moment wymienione są krokwie, a cała konstrukcja zabezpieczona folią. W tym tygodniu będzie krycie dachu i wykończeniówka, mam nadzieję, że nie zdarzy się nic, co by miało to opóźnić. Pracy przy tym jest bardzo dużo. Co prawda sama na dachu nie pracuję, ale stare pokrycie, które zostało zrzucone na ziemię musiałam załadować w ogromne 500 kilowe wory własnymi rękami. Tak samo wyzbierać stosy ciężkich belek i zrzucić je na stos. I załadować do wywozu tony cegieł z dwóch kominów. Nie znającym tematu wyjaśniam, że komin to nie jest tylko to co sterczy nad dachem. Komin zaczyna się na stropie i ma wysokość 2 m. Cięcie drewna ze starych krokwi zostawiam na czerwiec na czas po powrocie z Krety.
W przyszły weekend wybieram się na Ukrainę, jestem tym bardzo podekscytowana i mam nadzieję, że wyprawa będzie udana.
Z czytelniczych nowości: pan Jakub Małecki napisał nową książkę "Korowód", ja miałam już możliwość ją przeczytać, choć wydanie papierowe dopiero można zamówić w przedsprzedaży do wysyłki za kilka dni. Zdecydowanie polecam.
Wszystkim życzę wspaniałego maja:)
















